|
|
|
Medytacje
- czy od nich należy
zaczynać i czy są bezpieczne?
Kiedy zatrzymamy swe zewnętrzne aktywności
- np. możemy przyjąć wygodną pozycję z prostym kręgosłupem
i zamknąć oczy, wówczas możemy zaczynać doznawać to, co
bardzo ogólnie można nazwać medytacją. Cóż to jest za stan?
Jakie są tego
zewnętrzne i wewnętrzne uwarunkowania? Jakie są jego możliwości,
co może nam dać i czy w ogóle jest on bezpieczny? Czy prowadzi
na skraj przepaści, czy też do "krainy szczęśliwości"?
Już
spełnienie samych tylko zewnętrznych, technicznych uwarunkowań
nastręcza dużo trudności. Wyplątanie się z życia na
kilkanaście czy kilkadziesiąt minut - tyle trwają sesje
medytacji, nie jest łatwe.
Sporej wiedzy o pracy ciała wymaga też utrzymanie
samej pozycji w formie bezpiecznej dla ciała.
Jeśli idzie o zasadniczy aspekt medytacji - pracy wewnętrznej, to możliwości stosowania różnego typu medytacji można
porównać do dostania się do dużego holu i wielką liczbą
wychodzących zeń drzwi. Po pokonaniu wstępnych trudności
(co może trwać miesiące i lata)
medytujący człowiek może zostać oszołomiony mnogością
otwierających się przed nim możliwości pracy wewnętrznej.
Dobrze jest być wcześniej wstępnie zorientowanym w możliwościach
i niebezpieczeństwach kryjących się za poszczególnymi drzwiami.
Nieprzypadkowo obszar ten jest dość szczelnie zasłonięty
dla "profanów" całym szeregiem "zasłon",
a w całej swej 100-tysięcznej historii swego istnienia na
Ziemi homo sapiens sapiens dopiero teraz dociera do tych
obszarów (to "teraz" to ostatnie 3-4 tys. lat).
Nieprzypadkowo, bo choć za poszczególnymi drzwiami holu
kryją się ciekawe i ofiarujące wielkie możliwości światy,
to podróżowanie po nich może okazać się dość niebezpieczne.
Każdy
uczeń szkoły podstawowej wie, że białe światło słoneczne
można rozłożyć na barwy. Każda z tych barw ma swą własną
częstotliwość wibrowania energii elektromagnetycznej. Czyli
że w widmie światła słonecznego barwy są ułożone hierarchicznie,
od czerwonej barwy na dole, do fioletowej - na górze. Podobnie
przestrzeń naszego życia podzielona jest na pasma/przedziały
energetyczne różniące się od siebie częstotliwością energii.
Pasma te ułożone są względem siebie w pewnym sensie hierarchicznie.
Na samym dole leży poziom energii grubo-mechanicznych obszernych
ruchów. Np. obszerne ruchy kończyn, czy całego ciała w przestrzeni
grawitacyjnej powodowane pracą mięśni i kości.
Wyższe częstotliwości energii wykazuje poziom chemii/ biochemii
i fizjologii. W aspekcie wewnętrznym jest to praca naszych
wewnętrznych narządów i systemów, poczucie cielesności,
termiki, oddech.
Wyższym piętrem będą energie emocji. Nad tym piętrem leży
poziom mentalny z energiami aktywności umysłu.
Wszystkie powyższe energie występują samodzielnie w świecie
zewnętrznym, są do wzięcia...
Jakkolwiek ludzkość w swym rozwoju doszła do rozpoznania
poziomu mentalnego, i przestrzeń od grubej mechaniki, przez
wymienione wyżej poziomy fizjologii/biochemii i emocji do
mentalu, jest przestrzenią naszym normalnych aktywności życiowych, to
istnieją dalsze piętra do odkrycia i zagospodarowania/skolonizowania.
Jednakże już poznane piętra dalekie są od zupełnego poznania
i kryją wielką ilość nieznanych i użytecznych właściwości.
Warto
sobie uświadomić jedną ogólną cechę tak zarysowanej drabiny
pięter różnych energii naszego życia.
Każdy wyżej
leżący, a więc subtelniejszy poziom rozporządza znacznie,
ale naprawdę znacznie, większą ilością dostępnej energii
od poziomu znajdującego się poniżej. Porównajmy dwa poziomy
naszego ciała - biodra z nogami i barki z rękami.
Ręce są znacznie bardziej sensytywne od nóg, które zdają
się być znacznie silniejsze od rąk. Ale to właśnie ręce
i dłonie zbudowały sprzęty, budynki, wszystko to co widzimy
wokół siebie. Nogi mogły jedynie wspomagać pracę rąk (i
wyższych pięter naszej istoty) przesuwając w przestrzeni
nasze ciało. Każda forma pracy mechanicznej wyprodukowana
przez człowieka jest bez porównania słabsza od energii wybuchu
dynamitu, wynalezionego przez pana Nobla, ale już na poziomie
biochemicznym.
Zależność
hierarchiczna sąsiadujących ze sobą poziomów energetycznych
porównać można do relacji
matka - dziecko. Wyższy poziom rozporządza znacznie
większą energią i wiedzą i sensytywnością (możliwością poznania)
niż niższy i spełnia rolę ochronną.
Jednakże
pełne możliwości znanych nam poziomów są przed nami w dużym
stopniu ukryte. Współczesna nauka rozpoznała dość małą część
z nich i stara się poznawać dalsze. Jako ludzkość dostajemy
się do nich wykorzystując współdziałanie wyspecjalizowanych
grup ludzkich. Te możliwości rozwoju daje mam cywilizacja.
Zbliżenie się do podobnych możliwości energetycznych mogą
nam dać osobiste "wizyty"
i nasza indywidualna penetracja poszczególnych subtelniejszych
przestrzeni opisanej "drabiny" świata. I właśnie
tu można dostrzec zasadnicze niebezpieczeństwo owych praktyk,
którym można nadać wspólną, ogólną nazwę - medytacja.
Jak na razie ludzkość w swym rozwoju
odkryła piętra/poziomy aż do mentalnego, włącznie. Odkryła
na zasadzie bardzo wstępnego rozpoznania niektórych ich
możliwości energetycznych. Zasadniczy potencjał energetyczny
ciągle pozostaje ukryty dla cywilizacji, czyli dla przeciętnego
człowieka (szczególnie tego z akademickich elit kultury
zachodniej). Techniki medytacyjne umożliwiają dotarcie do
tych nie poznanych jeszcze nowych źródeł energii. Jeśli
jednak będziemy to robić samodzielnie bez należytego przygotowania
i bez kontroli kogoś kompetentnego, to możemy okazać się
w sytuacji małego dziecka, które znalazło pistolet naładowany
ostrą amunicją. Ten pistolet, to poziom chemii/fizjologii, na poziomie energii
odpowiadających emocjom, może to być armata; a na piętrze
energii odpowiadających energiom mentalnym - zabawa z bombą
atomową.
Na szczęście, im wyżej tym trudniej i ciemniej. Ale ostatnio
techniki medytacyjne stały się modne. Zachowujmy ostrożność
i prowadźmy je pod należytą i rzetelną kontrolą. Poprzedzajmy
je spokojnymi pracami z ciałem i oddechem (asany i pranajama)
.... Bo nawet pistolet w rękach dziecka, to nie zabawka, nie mówiąc
o armacie... A nawet ostrym nożem należy się umieć posługiwać,
bo można się łatwo skaleczyć...
Lublin czerwiec
2005
Powrót na początek
Wielopoziomowość
struktury świata (a więc i człowieka).
Można sobie przyjąć (a wymyślono to
już dość dawno i dość daleko, ale to nie jest ważne) następujący
model:
Poziom fizyczny, z mechaniką klasyczną, fizycznością
itd.
Poziom eteryczny, subtelnie fizyczny - poczucie temperatury,
dotyku, smaku, orientacji w przestrzeni itd.
Poziom emocjonalny/astralny - mniej więcej jest to
jasne.
Poziom mentalny - domena umysłu, wewnętrznego komputera,
z jego lawinami myśli, planów, wspomnień i innych wyobrażeń.
Poziom kauzalny, kauza jest zdaje się, wyrazem
łacińskim oznaczającym wydarzenie, czy też czasownik - wydarzać
się. Warto wiedzieć, że poziom mentalny jest poniżej poziomu
kauzalnego, a dopiero nad nim jest poziom budhialny,
gdzie znajduje się nasz system wartości, korzeń naszego
światopoglądu i jakość naszej konsekwencji we wdrażaniu
tego w konkret.
A nad nim poziom atmaniczny - największa nasza tajemnica.
Jeżeli ustawimy sobie poziom atmaniczny
na szczycie, a fizyczny na dole, to zdefiniujmy sobie, że
poziom wyższy determinuje poziom niższy. Oznacza to, że
nie rozwiązanie problemu na jakimś poziomie spowoduje
"zepchnięcie" tego problemu na poziom leżący bezpośrednio
niżej. Przyjmie on tam jednak formę "grubszą"
- jak spór dyplomatyczny między dwoma państwami
przyjmie postać wojny pomiędzy dwoma armiami,
na tym niższym poziomie. Niższy poziom nie może bezpośrednio
wpływać na poziom wyższy (tak naprawdę wpływa, ale nie jest
to takie proste).
Czyli, że w gruncie
rzeczy na unoszące nas strumienie wydarzeń możemy
skutecznie oddziaływać jedynie z poziomu budhialnego (religijnego
- naszego systemu przekonań) - leżącego wyżej, a nie z mentalnego
- leżącego niżej, jak nam się to wydaje. I te wydarzenia
właśnie raczej przychodzą (spływają z poziomu budhialnego),
niż są realizacją naszych planów (z poziomu mentalnego).
Jeśli tego nie widzimy, i niewidziane przez nas pola wypełniamy
swoimi akcjami (z poziomu mentalnego i niższych), dzieje
się to z wielkim ryzykiem niezgodności tych działań z tym
co de facto jest, ale tego nie widzimy. Jeśli będzie to
trwało dłużej wyssie to z nas całą energię życiowa.
I nie wiadomo co jest gorsze, duża niezgodność
i szybsze zorientowanie się w sytuacji, czy mała niezgodność
i przeżycie życia w nieświadomości - jak ma to miejsce z
większością ludzi.....
Powrót na początek
Rozciąganie
ciała a budowanie ego
Bardzo ważny jest następujący aspekt tego
co robimy ćwicząc jogę. Otóż każda praktyka rozwoju wewnętrznego
(w naszym przypadku jest to praktyka asan i pranajam) może
powodować dwie rzeczy :
1 - Budować, pompować" ego" i gromadzić moc do zrobienia
kroku, ale "w bok", a nie "do góry";
2 - Rozmontowywać nasze napuszone "ego" wraz z gromadzeniem
energii do kroku "do góry".
Obie te akcje (tak różne) leżą niesłychanie
blisko siebie, tak blisko, że większość ćwiczących (nawet
tych spośród bardzo zaawansowanych w asanach i medytacji)
nie dostrzega bliskości tej pierwszej. Mówiąc prawdę te
dwa działania dzieją się jednocześnie, czy chcemy czy nie
chcemy, kwestia tylko to panować nad ich wzajemnymi proporcjami.
Nie mamy właściwie możliwości uciec od tej pierwszej akcji.
Cała sprawa polega na dotarciu do bycia szczerym z sobą
samym.
Ucząc, stojąc przed grupą i przekazując obiektywnie
dobrą wiedzę, zawsze jesteśmy w sytuacji stymulowania pierwszej
akcji. W praktyce własnej jest mniej okazji do pompowania
ego. Ale musimy uczyć, dzielić się swą wiedzą, a także żeby
się utrzymywać przy życiu. W nauczaniu, wszystko co robimy
ucząc może stymulować wzrost "ego" (a w praktyce stymuluje).
Bardzo rzadko jesteśmy na tyle uważni i szczerzy wobec siebie,
żeby zobaczyć, że to co właśnie pokazuję grupie jest z jednej
strony elementem procesu dydaktycznego, ale również wykazywania
im swej wyższości. Te dwa działania będą zawsze, kwestia
tylko panowania nad ich wzajemnymi proporcjami.
Wielkie niebezpieczeństwo niebotycznego zwiększania
procentu akcji pompującej "ego" niosą ze sobą pokazy urządzane
czasem przez nas - nauczycieli. Podobnie sprawa się
ma kiedy ćwiczy się na lekcji pewien zestaw asan (od łatwiejszych
do bardziej zaawansowanych), ludzie pomału odpadają i na
końcu zostaje jeden, najlepszy. Dobrze to działa na odpadających,
ale ten "na topie" jest w bardzo trudnej sytuacji...
Naszym zadaniem nie jest rozciągnięcie ciała, lecz zbliżenie
się do swych ostatecznych granic, np. granic w zakresie
ruchomości cielesnej i "przytarcie rogów ego", wypracowanie
stanu pokory w tych granicach. Rozciągnięcie się trochę
więcej niż przedtem nie działa automatycznie jako krok do
przodu w rozwoju wewnętrznym. Może to być bardzo łatwo krok
w bok lub nawet do tyłu. Zależy co udało się nam "ustawić
wewnątrz", kiedy się rozciągaliśmy - czy uczucie pokory
wobec granicy naszych możliwości, czy też uczucie rozpierającej
nas wyższości i samozadowolenia, że oto moja granica leży
dużo wyżej niż granice innych ćwiczących.
Obserwuję już od blisko 20 lat ten światek
jogi Iyengara i widzę, że niestety niezrozumienie wyżej
zarysowanego zadania rozróżniania tych dwóch możliwości
jest dość częste.
Nie dajmy się na to złapać. To nie działa
jak automat: rozciągnięcie = postęp.
Trzeba być przy tym jeszcze uważnym i szczerym wobec siebie.
(około 1998)
Powrót na początek
Puna
- powrót z Instytutu do domu...
Kiedy będziecie wracać busem
do Bombaju (na lotnisko) to przygotujcie się, że kierowcy
busów są zupełnie rozpuszczeni przez Amerykanów i domagają
się napiwków - zostawcie sobie jakieś grosze w banknotach,
żeby się z nimi nie szarpać.
Również ważna, choć drobna,
sprawa dotycząca lotniska w Bombaju. Wewnątrz na dole w
pomieszczeniach "poodprawowych" jest restauracja i jakieś
sklepy "wolnocłowe", również spożywcze, ale ceny są straszne
- 10 x wyższe niż normalnie. Natomiast na górze, na 2 piętrze
odkryłem (z pomoca Motkara Dattu) normalną restaurację (indyjską
-ostrą) gdzie są normalne (b.niskie) ceny. Można się pytać
o "cantine". Można tam kupić Colę, shaki (butelkowane),
ciastka, wypić herbatę czy kawę - za grosze. Jeździ tam
winda, do której wejście (i do klatki schodowej na górę)
jest zaraz z prawej strony wejścia do sali odpraw.
Kiedy przyjedziecie na lotnisko w Bombaju,
nie wchodźcie zbyt szybko do jego części wolnocłowej. Nadajcie
od razu bagaż - każde towarzystwo lotnicze ma swoją "linię"
do przeglądania i opieczętowywania bagażu podstawowego,
które to urządzenia stoją na środku długiego halu głównego
(w jego części normalnej, skąd można wyjść na zewnątrz i
wrócić, kiedy się chce). Z opieczętowanym bagażem trzeba
podejść do stanowiska odpowiedniego towarzystwa lotniczego
i nadać bagaż, na podstawie biletu. Bagaż ten będzie do
odebrania w Warszawie, więc dobrze jest powyciągać to co
się może przydać w miejscu przesiadki. I potem człowiek
jest wolny, aż do godziny odpraw naszego samolotu (zwykle
ma się parę godzin do zagospodarowania). Wówczas to radzę
wyjść na zewnątrz, pójść na górę do kantyny, znaleźć jakiegoś
prawdziwego żebraka i wspomóc go ....
Powrót na początek
Przestrzeń
Jedno z podstawowych działań
odbywających się na skutek praktyki hatha jogi to
odbudowa życia - budzenie "martwych" obszarów w naszym ciele
(zarówno tym fizycznym, jak i psychicznym). Jedną z form "budzenia życia"
jest tworzenie
(odtwarzanie) przestrzeni. Zamknięte, oklapnięte obszary
ciała po "obudzeniu w
nich życia" rozszerzają się, a odległość pomiędzy ich elementami
składowymi zwiększa się.
Typowym i jednym z najważniejszych tego przykładów jest
kręgosłup. Na skutek praktyki jogi budzi się i wzmacnia aktywny aparat trzymania
kręgosłupa - mięśnie
wzdłużkręgosłupowe. Ich aktywność zwiększa odległości między kręgami, odciążając krążki i korzenie nerwowe (nie mówiąc
o aparacie biernie stabilizującym
kręgosłup - systemie więzadeł). Daje to w efekcie wzrost
długości kręgosłupa. Jednakże w porównaniu do wagi innych
efektów (o których trochę
wspomniałem), ten efekt
jest doprawdy dalekoplanowy.
Powrót na początek
Histereza...
Opiszę pewien model człowieka, do którego często się
odwołuję w rozmowach z bliższymi znajomymi, gdyż pozwala
on w sposób szybki, skrótowy, a przy tym bardzo prawdziwie
dosięgnąć istoty rzeczy. Nazywam go "histerezą", gdyż
nawiązuje on do krzywej magnesowania stali. Niestety,
jest on zrozumiały "z biegu" jedynie dla ludzi z wykształceniem
technicznym.
Model ten zajmuje się "charakterystyką
przenoszenia" informacji (każdego typu, wszystkich bodźców)
pomiędzy otoczeniem człowieka a jego wnętrzem. Układ współrzędnych
takiego wykresu, to - na osi poziomej wartości sygnałów
zewnętrznych, a na osi pionowej - odpowiedzi, tzn. te
sygnały po przejściu przez aparat odbiorczy człowieka.
Idealnym przypadkiem takiej "charakterystyki przenoszenia"
jest linia prosta, nachylona pod katem 45 stopni. Odwzorowanie
liniowe w stosunku 1:1.
W praktyce jest jednak inaczej.
Pierwszą rzeczą w rzeczywistej "charakterystyce przenoszenia"
jest zjawisko nasycenia - od pewnej wartości amplitud
sygnału (bodźca) zewnętrznego nie jest on już przenoszony,
a charakterystyka przechodzi przez "kolano" w linię poziomą
(zarówno w ćwiartce dodatniej, jak i ujemnej). Mamy więc
swoiste "okno", przedział amplitud przez które "widzimy"
świat, a wiec oglądamy swymi oczami nie cały świat, a
jego część. Nie wdając się w szczegóły, ale jeszcze bardziej
urealniając powstałą charakterystykę przejścia z dwoma
kolanami, z liniami poziomymi od "-" nieskończoności do
ujemnego kolana, i od dodatniego kolana do "+" nieskończoności,
a więc urealniając ją, należy ja rozszczepić. Nie jest
już ona linią prostą miedzy "kolanami" (przechodzącą przez
zero), a krzywą histerezy, znaną z wykresu magnesowania
stali. Według takiej rodziny charakterystyk przenoszenia
(a nie jednej a wszystkich możliwych zawartych pomiędzy
obrysem pola histerezy) działa człowiek. Jego działania
nie są jednoznaczne, są różne dla zdawałoby się takich
samych warunków zewnętrznych. W takich samych sytuacjach
człowiek może zachować się uczciwie i szlachetnie lub
jak ostatni cham bez godności i sumienia.

Każdy z nas ma swoja histerezę. Jej
podstawowe parametry to wysokość i szerokość. Wysokość
to "okno " na świat, które trzeba powiększać, żeby widzieć
więcej prawdziwego świata. Szerokość, to niejednoznaczność
naszego charakteru, należy ją zmniejszać, aż stanie się
linią i będziemy jednoznaczni. "Działanie będzie widzeniem"
jak mówił o takim przypadku Jiddu Krishnamurti (nie używał
on jednak nigdy modelu histerezy). W zależności od potrzeb
powinniśmy się też nauczyć manipulować kątem nachylenia
krzywej między kolanami (póki co histerezy), aby uciekać
od szumów własnych dla słabszych bodźców (zwiększać kąt)
i liniowo reagować na duże amplitudy bodźców, zmniejszając
kąt (trochę sztucznie poszerzając "okno").
Szerokość okna jest stosunkowo
łatwo dostrzec - badając jakichś ludzi czy też samego
siebie. Gorzej jest z szerokością histerezy, czyli z samą
histerezą. Działa tutaj specjalny mechanizm ukrywający
fakt istnienia histerezy - maskujący jej krawędzie. Tak
naprawdę tej histerezy nie ma, w danym momencie jesteśmy
na konkretnej krzywej, ale "punkt pracy" ciągle przeskakuje
na rożne krzywe z chwili na chwile. Zwykle nie są to duże
skoki, ale czasem (i to wcale łatwo) dochodzi do przeskoków
na przeciwna stronę histerezy. W każdym razie, chcemy
czy nie, życie nasze zachodzi na wszystkich charakterystykach
pomiędzy granicznymi krzywymi histerezy. Poddani presji
zewnętrznej (normy moralne, opinia społeczna itp.) staramy
się prowadzić życie (dać się pokazać) na górnych, bardziej
pozytywnych krzywych przejścia. Nie ma to dużego znaczenia
na dłuższa metę. Sens ma jedynie takie prowadzenie życia,
żeby zmieniać/zmniejszać szerokość histerezy. Tak zmieniać
strukturę siebie (działanie na bardzo głębokim poziomie
i bardzo długofalowe), aby histereza zmniejszała się,
stawała się coraz bardziej "chuda".
Pooglądaj sobie z
perspektywy takiego modelu ludzi i siebie. Ponieważ "ego"
maskuje histerezę i powoduje samooszukiwanie się (dlatego,
że nieważne na której krzywej teraz jestem, a jaka jest
teraz szerokość histerezy) i uniemożliwia powstanie motywacje
do praktyki zmniejszającej te szerokość histerezy, często
samo uzmysłowienie sobie, że właśnie "punkt pracy" ślizga
się w poprzek (po szerokości) histerezy, i nazwanie tego
- "histereza", powoduje transcendencję samej histerezy,
co jest jej zmniejszaniem.
Interesujące jest
spojrzenie na nauczanie (np. jogi) przez okulary histerezy.
Kiedyś nie dawał mi spokoju problem (zjawisko) niejednoznaczności,
niespójności charakterów wielu spotykanych nauczycieli.
Tym bardziej, że głodówki wypracowały u mnie zdolność
widzenia całej histerezy, a więc i dolnej jej krawędzi,
która jest skrzętnie maskowana przez "ego". Otóż, nauczyciele
(jogi czy innych technik rozwoju duchowego), na skutek
szeregu czynników np. faktu kierowania na zajęciach całymi
grupami ludzi, mogą pompować, zwiększać swoje "ego", które
wyciąga do góry górna krawędź histerezy, powiększając
jej szerokość! Jest to niebezpieczne zjawisko, występujące
masowo wśród wszelkiego typu nauczycieli, na wszystkich
poziomach. Jest ono niebezpieczne przede wszystkim dla
samego nauczyciela, bo uczniowie kontaktują się z nauczycielem
na poziomie jego górnej histerezy (sprzedaje się on na
zajęciach dla nich z tej swej lepszej strony i to jest
dobrze, tak powinno być), i (doraźnie) jest to dla nich
jeszcze lepiej. Doraźnie, bo z nauczycielem, któremu powiększa
się szerokość histerezy, prędzej czy później coś się stanie
złego, co uniemożliwi mu nauczanie.
Histereza
jest jak klatka ze szkła, w której zamknięto ptaka. Dawanie
mu wolności poprzez poszerzanie klatki prowadzi do tego,
że pewnego razu ptak, dostawszy odpowiedni rozpęd w tak
uzyskanej sztucznej wolności, rozbije się o ścianę klatki,
uzyskawszy dostateczną energie kinetyczna "swobodnego"
lotu. Prawidłowym kierunkiem działania jest zmniejszanie
rozmiarów klatki, aż do jej zaniku - histereza staje się
linią.
Powinniśmy się więc nauczyć
dostrzegać swoja histerezę, aby później móc ja transcendować
/ zmniejszać jej szerokość. Na początku nie jest to proste,
szczególnie w przypadku działania mechanizmu powiększającego
szerokość histerezy np. uczenia kogoś czegoś. Liczy się
odległość pomiędzy pragnieniem, a naturalnym (jakby bezwysiłkowym)
spełnieniem tego pragnienia. Jest to szerokość naszej
histerezy. Dobrym ćwiczeniem jest obserwacja innych ludzi,
zobaczenie u nich ich histerezy.
Poobserwuj ludzi pod tym
kątem, a to co zobaczysz u nich to jest zwierciadło, czyli
ty, twoja histereza...
Powrót na początek
...
..... Przez wiele lat ortodoksja kazała mi albo robić
głodówki i pogardzać ludźmi, którzy ich nie są w stanie
robić i którzy nie zachowują optymalnej, zdrowej diety
wegetariańskiej. Albo też (inna ortodoksja) - ćwiczyć
asany o stałych porach, 2-3 godziny dziennie. Oczywiście
codziennie. Scenariusza tego ortodoksje nie pozwalały
zmieniać pod żadnym pozorem. Oczywiście dwie ortodoksje
czasem się gryzły miedzy sobą, bo kiedy robiłem głodówki,
to przy wychodzeniu z głodówki, po obudzeniu się z rana
i po porannej toalecie najpierw musiałem jeść, a nie ćwiczyć,
co wywoływało komplikacje, bo musiałem zaczekać 2-3 godziny
z ćwiczeniami, bo po jedzeniu nie można ćwiczyć. Dopiero
po jakimś czasie, jak namiętności jedzeniowe opadły, mogłem
normalnie ćwiczyć.....
Dobrze jest przejść przez takie ortodoksje (mogą być bardzo
różne), ale dobrze jest doczekać się aż odpłyną...
Powrót na początek
Zaświadczenie
lisa - bajka suficka
Pewnego
razu lis spotkał w lesie młodego królika. Nie widział on
jeszcze w swym krótkim życiu lisa więc zapytał:
-
Kto ty jesteś?
- Jestem lisem
i mógłbym cię zjeść, gdybym chciał.
- Jak możesz
udowodnić, że jesteś lisem?
Lis nie wiedział co ma odpowiedzieć, bo w przeszłości króliki
zawsze uciekały od niego bez zadawania pytań.
- Uwierzę ci,
jeśli pokażesz mi dowód na piśmie, że jesteś lisem.
Lis pobiegł więc do lwa, który dał mu zaświadczenie, że
jest lisem.
Gdy
wrócił do czekającego nań królika, zaczął odczytywać dokument,
który bardzo mu się spodobał. Czytając rozkoszował się coraz
bardziej każdym jego paragrafem. Królik, który już z pierwszych
linijek dokumentu pojął o co chodzi, uciekł, schował się
do nory i nikt go więcej nie widział.
Lis
wrócił do legowiska lwa, gdzie zobaczył, że rozmawia on
z młodą sarną, która właśnie mówiła:
- Chcę mieć
pisemne zaświadczenie, że jesteś lwem.
Lew powiedział:
- Kiedy
jestem syty, nie muszę sobie zawracać tym głowy. Kiedy jestem
głodny, ty nie potrzebujesz niczego na piśmie, bo praktycznie
już nie żyjesz...
Będąc
syty zignorował sarnę, która odeszła oszołomiona.
Lis
zapytał lwa:
- Dlaczego nie kazałeś mi zrobić tak samo,
gdy prosiłem cię o zaświadczenie dla królika?
- Drogi przyjacielu,
powinieneś był mi powiedzieć, że to dla królika. Byłem pewien,
że potrzebujesz tego dla jakiegoś głupiego człowieka, od
którego pewne idiotyczne zwierzęta nauczyły się tej rozrywki.
Powrót
na początek
Tekst
poniższy jest fragmentem
zapisu
serii prelekcji wygłoszonych przez wybitnych znawców tematu
w latach 90-tych w Petersburgu. Bliższe dane miejsca i autorów
podam później. Notatki te nie są autoryzowane, a zostały
poddane opracowaniu (LM).
Jeśli spojrzeć na świat od strony przepływów
energii, to możemy stwierdzić że jesteśmy oddzieleni (być
może na szczęście) od całego szeregu poziomów (źródeł) energetycznych
świata. Ogranicza to możliwości zasilania w energię naszego
życia. Wybiórczy dostęp do zakrytych przed nami warstw energetycznych
umożliwiają nam metale i kryształy. Występują znaczne różnice
"działania" pomiędzy metalami a kryształami, jak
również pomiędzy poszczególnymi metalami i kryształami.
Bada i gromadzi doświadczenia z tego zakresu nauka zwana
alchemią. Rozważne i odpowiedzialne zagłębienie się w ten
temat udostępni nam nowe źródła energii, których nie mamy
za dużo w naszym życiu. Poniżej będą omawiane wybrane metale
.... (LM)
Jest to metal potężny, lecz nie najaktywniejszy z metali. Astralne złoto jest
bardzo twórcze, świąteczne i hojne. Dalej będzie ono opisane
z punktu widzenia
jakich ludzi lubi ten metal.
Metal, w odróżnieniu
od kryształu, nie ma osobowości, lecz ma charakter
i jednych ludzi akceptuje, innych nie. Będziemy więc naświetlać
nie tylko to, kto potrzebuje dany metal, ale również to
jakiś ludzi dany metal lubi, wobec kogo jest życzliwy.
Jakich więc ludzi
lubi złoto? Przede wszystkim ludzi o ukształtowanej świadomości,
czyli ludzi, którzy dokonali już tego lub innego wyboru.
Życie takich ludzi złoto może przemienić w święto lub w
stały proces tworzenia. I podczas tego człowiek dokona wielu
odkryć. Doświadczy miłości, hojności, radości dzielonej
z innymi ludźmi. Wobec ludzi skąpych, sknerowatych (zdarzają
się ludzie twórczy, lecz sknerzy) złoto ma stosunek negatywny.
Po pierwsze, będzie im w czymś przeszkadzać. Po drugie -
będzie próbowało im się wymknąć. Metal ma oczywiście ograniczone
możliwości ucieczki - nie ma nóg, nie umie też pełzać. Jak
więc może uciec? To
proste, może zostać zgubione, ukradzione. Może więc przyciągać
kradzieże, to pewne. Jeśli człowiek jest bardzo skąpy i
ma dużo złota (w banku, w kieszeniach - wszędzie), to złoto
w końcu może go zniszczeć - jeśli je posiada, lecz nie jest
hojny, nikomu nic nie daje, lecz jedynie posiada. Wówczas
złoto może go zniszczyć, zwłaszcza gdy leży ono w domu.
Lepiej jest trzymać je w banku.
Złoto również
nie znosi nicponi, nierobów, którzy nic cięższego od szklanki
w życiu nie podnieśli. Sknerzy, ludzie którzy nic nikomu
nie dają, żyjący na koszt innych, mają z powodu złota liczne
nieprzyjemności. Tak, metale w wielu aspektach nie mają
przejawu, nie posiadają indywidualności, osobowości, które
mają kamienie, ale mają one swój charakter i każdy metal
przejawia to inaczej. Metale w określony sposób oddziałują
na zwierzęta, rośliny i otaczającą je przyrodę (przecież
metal oddziałuje właśnie na przyrodę, a nie tylko na człowieka),
każdy metal po swojemu, a w określony sposób na ludzi. Wobec
człowieka metal ten przejawia się następująco. Z określonym
w sensie moralnym rodzajem ludzi postępuje w pewien sposób,
z innym rodzajem - zupełnie inaczej. Każdy metal ma 2-3
poziomy przejawiania się.
Złoto przede
wszystkim nie lubi ludzi z niczym nie związanych, którzy
nie dokonali wyboru. Im będzie przeszkadzało coraz więcej
i więcej, we wszystkim. A więc człowiek, który nosi złoto
lub też je posiada, powinien być w wyraźnym związku z jakimś
egregorem, czyli ma dokonać świadomego wyboru i powinien
mieć wystarczająco rozwiniętą samoświadomość. Tyko takich
ludzi złoto ukierunkuje, "skoncentruje" i da im
ochronę, źródło mocy, doda sił, da zdrowie, wesprze na obranej
drodze. Złoto jest najpotężniejszym metalem, przez nie przechodzi
ogromna energia. Oprócz tego złoto jest najbardziej "pewnym"
metalem w sensie astralnym. Nieprzypadkowo jest nazywane
Królem metali.
Przedstawimy
teraz inną stronę charakteru złota. Co będzie jeśli człowiek
dokona niewłaściwego wyboru?.... Tak, złoto może lśnić w
ręku czarnego maga (choć może to nas zdziwić), albowiem
metale nie mają osobowości. A tutaj przejawi się zupełnie
inny aspekt charakteru złota i kryjący się za tym aspektem
inny program karmiczny - a więc złoto posiada nie tylko
jeden program karmiczny, lecz kilka, jak każdy metal.
Cóż więc przede
wszystkim złoto uczyni ze złoczyńcą, z czarnym magiem, z
człowiekiem, który świadomie wybrał zło?
Będzie dla niego pracować. Tak! Ale jak to zrobi?
Po pierwsze, będzie wyraźnie popychało człowieka dalej na
drodze grzechu i występku, jeśli człowiek wybrał to linia
swego życia. Złoto będzie go popychało zawężając drogę tego
człowieka do twardej konieczności. Do jakiej konieczności?
Do konieczności życia według praw wieków. Skoro obrał taka
drogę, to złoto wepchnie go w takie ramy, że będzie musiał
żyć według praw wieków, nie będzie miał innej możliwości.
Na tej drodze złoto sprzyja zgromadzeniu ciemnej karmy,
przyspieszy proces dojrzewania karmy w ogóle i naturalnie
przyspieszy rozliczenie. Złoto w tym przypadku zawęża krąg
przejawiania się złoczyńcy, oświetlając go dokładnie w tym
kręgu. Jest to metal lśniący, aura lśniąca. Złoto oświetla
człowieka, by jego istota była widoczna innym - zobaczcie
jaki on jest. Według czynów jego od razu poznacie kim jest.
Złoto daje człowiekowi
siłę i zdrowie, tężyznę fizyczną, zwłaszcza złoto czyste.
Lecz ludziom "ciemnym", przestępcom, rozmaitym
sługom Drudźa, dzieciom Angro-Mainju, różnym wstrętnym kołdunom,
czcicielom szatana - złoto też da zdrowie. Jednakże do czasu,
po to, by ci ludzie mogli się w pełni przejawić. Złoto prowokuje
tych ludzi do ujawnienia się, aby wielu ludzi zobaczyło
co sobą reprezentują poprzez ich czyny.
Oczywiście, ludzie
którzy obrali inna drogę, wybrali Boga , a nie diabla -
złoto przynosi nie tylko zdrowie, nie tylko siłę, lecz daje
przede wszystkim przejrzystą świadomość, odczucie światła
i mocy we wszystkich zjawiskach i rzeczach. Złoto sprzyja
astralnemu widzeniu przejawów Ducha w przyrodzie. Zrozumiałe
jest, ze widzenie astralne może być różne. Wszechświat jest
wielowymiarowy i wieloraki. Również w astralu możemy widzieć
więcej szczegółów lub jeszcze coś, ale też do astralu docierają
emanacje planów duchowych.
Można powiedzieć, że złoto nie jest metalem zbyt
trudnym. Można samodzielnie nauczyć się z nim pracować.
Zasadnicze momenty pracy ze złotem mogą być przerobione
dzięki samodzielnej pracy, doświadczalnie, bez żadnego prowadzenia.
Przynajmniej na początku. I jeśli tylko człowiek obrał jakąś
Drogę, jakąś religię, otrzymał dzięki temu odpowiednią inicjację
i zaczął doświadczać duchową przemianę, zaczął duchową transformację,
samopoznawanie, człowiek zaczął rozumieć swe miejsce w ogólnym
procesie, w ogólnym nurcie - i cóż się wówczas dzieje? Czego
potrzeba człowiekowi? Natychmiast postrzega on potrzebę
posiadania złota, chociażby kawałeczka, niewielką płytkę.
Ponieważ pozwoli mu ono dalej pracować w obranym kierunku,
ustabilizować się.
Według wskazań asrologicznych niektórzy mogą nosić
złoto stale, inni tylko okresowo, a niektórym w ogóle nie
można go nosić, ale czasem powinni z nim popracować, wejść
w jednorazowy kontakt. Jakikolwiek jest nasz znak zodiaku,
podwójny Lew, czy potrójny Baran w swym przejawie planetarnym
i znaku, to jest to za mało, by nosić złoto stale. Czegóż
więc trzeba? Jakiej jakości leżącej poza Zodiakiem wymaga
się od człowieka, by mógł nosić złoto przez cały czas? Tą
jakością jest altruizm. Człowiek powinien być altruistą.
Tylko altruiści mogą nosić stale złoto, wbrew wszystkim
wskazaniom astrologicznym.
Jeśli więc stale nosi się złoto, trzeba stale obdarzać
czymś otoczenie. Swoim talentem i wielkością, owocami swojej
pracy lub uwagą i troską. I jeśli tego nie będzie, nie będzie
również pełnowartościowego
naszego współdziałania ze złotem. Im więcej daje się otoczeniu,
tym więcej złoto będzie dawało nam - wszystkiego czego potrzeba
- środków materialnych, objawień itd.
Dla
pracy duchowej i uzdrawiania trzeba posiadać bardzo czyste złoto, nie stop z obrączek
ślubnych -
próba powyżej 750.
Cdn.....
Powrót na początek
Platyna
Jest jednym z ośmiu metali znanym starożytnym. Jest
to najbardziej mistyczny metal. Związany z tajemnicą, z
poznaniem głębi Nieba. Stąd sama platyna lubi
ludzi tajemniczych, usposobionych mistycznie, uduchowionych
i oczywista idących w życiu doczesnym drogą religijną bądź
drogą okultyzmu.
Platyna może dać ludziom pełną przemianę duchową
przez miłość. Oczywiście nosić ją powinni ludzie "natchnieni
z góry", czyli mistycy, ludzie mający otwarte oczy
duchowe.
Według swej siły oddziaływania platyna ustępuje złotu,
ale za to jej działanie jest szlachetniejsze. Dlatego też
ten metal nie ma praktycznie przejawów negatywnych. Jest
to metal prawie idealny. Mało tego, platyna jest jednym
z niewielu metali, które nie niosą żadnego zła. Jest to
metal tak samo odnoszący się do sprawiedliwego jak i
do złoczyńcy. Nie znaczy to, że nie karze złoczyńców,
ale traktuje wszystkich jednakowo.
Są jednak w charakterze tego metalu pewne zasady;
jest ich trzy. Złoczyńca po prostu nie otrzyma duchowych
darów. Tak samo zresztą nie otrzyma ich zwykły, przeciętny
człowiek. Ten
przeciętny, niezbyt szeroko duchowo otwarty człowiek niewiele
dostanie od platyny, może jedynie zostać zabezpieczony przed
chorobami psychicznymi. Ale znowu - jeśli się będzie odpowiednio prowadził.
Jednakże tych, którzy nie są w stanie udźwignąć duchowych
darów platyna także obogaca na swój sposób. Zawsze sprzyja
przebudzeniu człowieka, wyprowadza go ze śpiączki, i jeśli
ten człowiek z punktu widzenia platyny zostanie oceniony
jako normalny (a poznamy potem jej kryteria oceny), wyprowadza
go ze śpiączki powoli i bezboleśnie; pozbawia złudzeń, nie
raniąc go przy tym. Jest to bardzo przyjemne i szlachetne
- odbieranie iluzji bez zadawania ran. Dzieje się tak dlatego,
że platyna jest metalem prawdy niebieskiej.
Jedyne czego platyna nie lubi, to zaburzanie równowagi.
Absolutnie nie znosi ludzi ostrych, bezczelnych, o wygórowanych
ambicjach; po prostu się od nich odwraca. Może nawet ukarać.
Jednakże będzie ona karać jedynie tych, którzy w nachalny
sposób naruszają prywatność innych. Nawet w przypadku wygórowanych
ambicji i bezczelności w ich przejawianiu, jeśli jednak
innym to niespecjalnie przeszkadza, do ukarania nie dojdzie.
Lecz gdy naruszana jest prywatność, to i owszem. Platyna
karze jedynie tych, których ambicje przeszkadzają żyć innym.
I jest to jedyny minus platyny - nie oszczędza tych, którzy
w sposób celowy, zamierzenie, nieprzypadkowo szkodzą innym.
Taka właśnie osoba nie będzie stopniowo i ostrożnie "pozbawiana
złudzeń", lecz uczynione to zostanie na raz, twardo
i bezpośrednio. Pewne
wschodnie przysłowie mówi: "Lepiej 40 razy po trochu,
niż to samo na raz...".
A platyna to wszystko wykona za jednym zamachem,
od razu pozbawi takiego człowieka złudzeń. W jednej chwili
pozostawi go bez iluzji zupełnie, ukazawszy mu wszystko
na tym świecie jakim ono jest. I jeśli taka osoba nie ma
żadnego połączenia z Niebem, to będzie to gorsze niż śmierć.
I jeśli, nie daj Boże, w tym człowieku nie ma w ogóle nic
dobrego, nie ma dla niego nic świętego (bo przecież nawet
ostatni szubrawiec czasem ma na dnie duszy coś świętego),
to zginie on pozbawiony złudzeń, ponieważ nie będzie chciało
mu się żyć bez tych iluzji.
Tak że platynę można nosić daleko nie wszystkim...
Stale mogą nosić platynę tylko kontemplatorzy, ludzie dojrzali
duchowo, mistycy wiodący dojrzały żywot, wyrozumiali wobec
błędów innych, nie ingerujący w ich prywatność. Wszyscy
inni powinni zakładać pierścionki platynowe jedynie na czas
medytacji i modlitwy. Skutek będzie i tak piorunujący, ponieważ
platyna jest praktycznie jedynym metalem, który ułatwia
wyprowadzenie naszego Ducha z takich sfer, w których zwykł
on przebywać. Platyna otwiera wrota do innego stanu
i człowieka o czystym sercu pierwotnie oświeconego
może wprowadzić w stan mistycznej ekstazy podczas modlitwy
i medytacji. Przy czym nie będzie to fałszywa ekstaza, nie
pseudo-otwarcie, pseudo-objawienie, w wyniku którego człowiek
może postradać zmysły. Nie, będzie to prawdziwa religijna,
mistyczna ekstaza, w wyniku której jego wiara się umocni
bez pomieszania zmysłów. Autorowi znane są przykłady dziesiątków
ludzi, którzy doświadczali objawień, super-objawień, nawiedzania
przez Anioły itp., a wszystko to kończyło się w szpitalu
psychiatrycznym. Platyna właśnie chroni przed chorobą psychiczną
takich właśnie niedouczonych mistyków, lecz ratuje tylko
tych, którzy nie pchają nosa w cudze sprawy: przecież jeśli
idziesz tam do góry, to wcale nie musisz dokonywać
ekspansji tutaj na Ziemi.
Wskazania
astrologiczne.
Bardzo dobrze platynę odbierają ludzie z kosmogramem woda-powietrze,
sama woda, powietrze-woda i w ogóle z przewagą wody.
Woda-powietrze z dodatkiem ognia -też może być. Ale układ
woda-ogień-powietrze jest gorszy, przeszkadza nadmiar ognia.
Według
statusu i aspektów wyróżnione powinny być następujące planety:
Neptun, Księżyc, Wenus lub pary Neptun - Księżyc, Neptun
- Wenus. Wszystko to, zwłaszcza w przypadku mocno zaznaczonych
Strzelca i Wodnika, lecz te znaki muszą łączyć się
z kosmogramem wodno-powietrznym lub wodno-powietrzno-ziemskim
albo powietrzno-wodno-ziemskim, czyli praktycznie bez żywiołu
ognia.
Pytanie
z sali: A jeśli jest tam Słońce?
Odp:
Właśnie, samo Słońce i już. Lub Słońce i Merkury.
Czyli, żeby nie było pięciu planet w Strzelcu. Czy
jest to zrozumiałe? Lepiej jest aby taki ognisty Strzelec
nie nosił platyny. Natomiast wodny - może.
Pracować
z platyną mogą wszyscy, oprócz rewolucjonistów, terrorystów
i wszystkich tych, którzy chcą siłą zmieniać ludzi i porządek
świata.
Natomiast
stale nosić platynę nie zaleca się ludziom ze stałym kosmogramem.
Byłoby to dla nich bardzo trudne, szczególnie dla przypadku:
ogień-ziemia, ziemia-woda, zwłaszcza jeśli według aspektów
i statusów wyróżniony jest
Mars, Pluton i Jowisz (lub pary Mars - Pluton,
Mars - Jowisz). Osoby z mocnym wpływem Jowisza są
oczywiście bardzo różne.
Można nosić platynę, jeśli najmocniej aspektowane
planety to Jowisz, Neptun, Księżyc.
.
Ludzie
z kosmogramem ogień-powietrze oraz ogień-woda mogą nosić
platynę okresowo, nie na stałe, ponieważ ich stany medytacyjne,
szczególnie w przypadku ogień-woda, trwają długo, czasem
ponad dobę; te osoby mają bardzo głębokie doświadczenia
mistyczne.
Wyroby
i różne magiczne przedmioty rytualne z platyny wykonuje
się w 27 dniu Księżyca. A odlewa się, wyrabia się, ofiarowuje
się, kupuje się itd., włącza się je w cykle w 12 dniu Księżyca.
Oczyszcza się w 20 dniu Księżyca, natomiast daje się odpocząć
5 doby Księżyca. (chociaż platyna nie potrzebuje wypoczynku
- trzeba być wyjątkowym szubrawcem, żeby ją pobrudzić).
Jednakże, leczenie platyną chorób psychicznych, zdejmowanie
psychoz jej
łaską, może ją strasznie pobrudzić.
Czyszczenie platyny.
Najprostszym sposobem jest wystawienie
jej na światło słoneczne, pozostawienie tak na 2-4 godziny,
a potem opłukanie w naczyniu ze świętą lub święconą wodą.
Tego wystarczy. Drugim sposobem jest zwykłe oczyszczenie
ogniem: 54 kręgi nad ogniem z mantrą np.: "Avarta vareszti".
Żeby platyna wypoczęła dobrze jest kłaść ją do oliwy (ma
z nią jakieś powiązania), na dobę.
Powrót na początek
_________________________________________________________________________________________________
Chodzi mi po głowie tekst pod roboczym tytułem "Słoń a rozwój wewnętrzny".
Ćwiczenie jogi (czy innych technik rozwoju wewnęrznego) bez odpowiednio jakościowego podejścia, prowadzi do utworzenia istoty, którą roboczo nazwałem Słoniem. Niestety dotyczy to sporego procentu "rzetelnie ćwiczących". Istota taka jest jak słon żyjący w mieście. Nie musi się wkurzyć na człowieka, żeby był niebezpieczny dla najbliżej stojących ludzi. Potrafi przez nieuwagę zadeptać nawet swoje młode, o bardziej obojętnych znajomych nie wspomonając...
Procent ludzi "rzetelnie ćwiczących" do całości populacji jest bardzo mały, a dynamika procesów związanych z Praktyką, również jest bardzo mała (żeby nastąpła zmiana potrzeba co najmniej kilkunastu lat sporego, regularnego i rzetelnego wysiłku). Dlatego dopiero teraz przedostaje się coś z tego przez moje kanały percepcji i przejaśnia mi się przed oczami. Po 25 latach trwania w tym... A jest to raczej empiryczne wyznaczanie "krzywej przebiegu funcji" niż posługiwanie się teoretycznymi narzędziami analizy matematycznej.
Empirycznie, to znaczy przez "doznanie nadepnięcia" i to nie na mały palec u nogi.
Słoń w sypialnianym kojcu stajni potrafi przycisnąć do ściany całym swym ciężarem odwiedzającego go człowieka. Całkiem przypadkiem, przez nieuwagę. Zdarza się, choć na szczęście rzadko - na śmieć. Widywałem to na własne oczy ...
Wstąpienie na tę drogę jest bardzo realną możliwościa, a zawrócenie z niej jest bardzo trudne - prawdopodobnie w tym celu używane są niezrozumiale nieludzkie doświadczenia kauzalne. Znacznie lepiej jest na tę drogę nie zapuszczać się, niż potem w wielkich cierpieniach się z niej wycofywać....
Zawsze dziwiłem się, dlaczego Los wyznacza mi tak "minimalistyczną" drogę uczenia jogi. W Warunkach amerykańskich 300 osób nie utrzyma studia jogi! ( powiedziano na tym amerykańskim filmie o problemach jogi....) No cóż, to jest ta druga strona Drogi. Jak się nią człowiek rozpędzi, to może zostać Słoniem. Niewielu się rozpędza (bezwładność czasowa i małe procenty) i trudno jest wychwycić ten proces. Wydaje mi się, że ja idę drugą skrajnością. Niekoniecznie musi to być Droga dla każdego Praktykującego (np. utrzymuję swój mały ale miły Ośrodek do ćwiczeń z 30-40 ćwiczących, ale też mam małe wymagania od Życia). Ale pozwala to wyznaczyć (aproksymować) granicę, za którą będzie Słoń. Leży gdzieś pomiędzy mną a paroma konkretnymi znajomymi...
No, rozpędziłem się...
2008
Najwięcej
dały mi w ostatnich latach następujące książki:
Ken Wilber "Eksplozja swiadomości"
(Wyd. Abraxas), niestety nakład jest wyczerpany a wydawnictwo
"padło",
ten sam autor "Krótka historia wszystkiego" (wyd. Jacek Santorski),
Awiessałom Podwodnyj "Ciała
subtelne" i "Znaki zodiaku"
wyd. Studio Astropsychologii.
Омраам
"Йога питания
" wyd. PROSVETA S.A.
Osho "Odwaga - radość niebezpiecznego życia"wyd. Ravi 2005
Dopiero te książki
pomogły mi utworzyć bazę tego co robię. Polecam te książki.
Polecam też jakieś małe siedzonko u buddystów.
Zestawienie książek, które znacząco
wpłynęły na powstanie Praktyki Uważnego Jedzenia
- "(Esseńska) Ewangelia Pokoju Jezusa Chrystusa"
- tłumaczenie angielskie dr E.B.Szekely. Oryginalny tekst
w języku aramejskim znajduje się w Bibliotece Watykańskiej
- "Biblioteca Apostolica Vaticana", a tekst w
języku staro-cerkiewno-słowiańskim w Królewskiej Bibliotece
Habsburgów, nr 156 P;
- Danił Andrejew - "Roza Mira", Izdatelstwo "Prometej",
Moskwa 1991;
- Awiessałom Podwodnyj - "Ciała subtelne", Studio
Astropsychologii 1996;
- Awiessałom Podwodnyj - "Znaki zodiaku", Studio
Astropsychologii 1967;
- "Klasyczna joga indyjska - Jogasutry i Jogabhaszja"
- przekład z sanskrytu, przypisy, wstęp i posłowie - Leon
Cyboran, PWN 1986;
- B.K.S.Iyengar - "Joga" ("Light on Yoga"),
PWN, Warszawa 1990;
- B.K.S.Iyengar - "Pranajama - sztuka Oddychania",
wyd. Virya;
- Swami Rama - "Sztuka oddychania - prostyprzewodnik",
wyd. Limbus 2000;
- Omraam Mikhael Aivanhov - "Joga pitańja" (Le
yoga de la nutrition), Izdatelstwo "Prosveta"
Dzieła Zebrane Nr 204 (wersja w j.rosyjskim), Paryż 1993;
- Omraam Mikhael Aivanhov, "Zołotyje prawiła jeżedniewnoj
żizni" , Izdatelstwo "Prosveta' Dzieła Zebrane
Nr 202 (wersja w j.rosyjskim), Paryż 2003;
- Omraam Mikhael Aivanhov - "Garmońja i zdorovje"
("Harminic et Sante"), Izdatelstwo "Prosveta"
Dzieła Zebrane Nr 202 (wersja w j.rosyjskim);
- Joachim M. Werdin - "Styl życia Bez Jedzenia"
- , Rosperos 2001
- Bo Yin Ra (Josef Anton Schnaiderfranken) "Dzieła
zebrane";
- Ashin Ottama - "Karma, přerozovaní, samsára",
Dharma Gaja, Praha 1999;
- Ken Wilber - "Krótka historia wszystkiego" ("A
brief story of evrything"), Wyd. Jacek Santorski &
Co, Warszawa 1998;
- Ken Wilber - "Jeden Smak" ("One Taste"),
Wyd. Jacek Santorski & Co, Warszawa 2002;
- Ken Wilber - "Psychologia integralna", Wyd.
Jacek Santorski & Co, Warszawa 2003;
- G.P.Małachow - "Oczyszczanie organizmu" ("Ocziszczanije
organizmu i prawilnoje pitanije", Wyd. "ABA",
Warszawa;
- MUDr. Vilma Partykova - "Hladovění pro zdraví",
Nakladatelsví START, Benešov 1999;
- MUDr. Vilma Partykova "Urynoterapie a nemoci"
Impuls, Praha 2002;
- Dr med.Ulf Bohening - "Kuracje odtruwające i oczyszczające",
Wyd. Interspar, Warszawa;
- G.A.Wojtowicz - "Ulecz samego siebie" wyd.
Verbum 1992;
- Tomasz Nocuń - "Dieta wegetariańska prosta i zdrowa",
wyd. Vegan, Lublin 2004;
- Josef A. Zentrich - "Terra terapie Aqua", Nakladatelství
Eminent, Praha 2002;
- Miroslav Hansman, Vlastimil Żert - "Pi-voda a jine
lecive vody", Fortuna 2004;
- Thorwald Dethlefsen - "Przeznaczenie twoją szansą",
Diogenes, Warszawa 1997
- Siergiej Nikolajewich Lazarev, "Diagnostika karmy",
cz.1,2,4,6 Sankt-Petersburg 1992-1999.
- Osho, "Równowaga ciała i umysłu", wydaw. Ravi
2005
- Ranjit Sen Gupta, "Joga oddechu, Pranajama",
wydaw. Ravi 2004
- Eckhart Tolle, "Potęga teraźniejszości", wydaw.
A, Kraków 2003
Powrót na początek
|
|
|