w

Opowieści błędnego jogina.

Teksty umieszczone na tej stronie mają charakter ulotny. Powstały w różnych okolicznościach, często przypadkiem, jako odpowiedzi na maile znajomych. Ich tematyka jest bardzo różna, będzie ich przybywało...
Z zestawienia tytułów tych tekstów można się dostać bezpośrednio do nich

 

Medytacje - czy od nich należy zaczynać i czy sąbezpieczne? (2005)
Wielopoziomowość struktury świata (a więc i człowieka)

Rozciąganie ciała a budowanie ego
(1998)
...Puna - powrót do domu....
(2000)
Przestrzeń
(1999)
Histereza....
(1995-1998)
......  
(1999)
Bajka suficka
Alchemia -użycie metali do praktyki duchowej:  złotoplatyna    ....
"Słoń a rozwój wewnętrzny" (2008)
Ciekawe książki  


Medytacje - czy od nich należy zaczynać i czy są bezpieczne? 

Kiedy zatrzymamy swe zewnętrzne aktywności - np. możemy przyjąć wygodną pozycję z prostym kręgosłupem i zamknąć oczy, wówczas możemy zaczynać doznawać to, co bardzo ogólnie można nazwać medytacją. Cóż to jest za stan? Jakie są  tego zewnętrzne i wewnętrzne uwarunkowania? Jakie są jego możliwości, co może nam dać i czy w ogóle jest on bezpieczny? Czy prowadzi na skraj przepaści, czy też do "krainy szczęśliwości"?

   Już spełnienie samych tylko zewnętrznych, technicznych uwarunkowań nastręcza dużo trudności. Wyplątanie się z życia na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut - tyle trwają sesje medytacji, nie jest łatwe.  Sporej wiedzy o pracy ciała wymaga też utrzymanie samej pozycji w formie bezpiecznej dla ciała.

Jeśli idzie o zasadniczy aspekt medytacji - pracy wewnętrznej, to możliwości stosowania różnego typu medytacji można porównać do dostania się do dużego holu i wielką liczbą wychodzących zeń drzwi. Po pokonaniu wstępnych trudności (co może trwać miesiące i lata)  medytujący człowiek może zostać oszołomiony mnogością otwierających się przed nim możliwości pracy wewnętrznej. Dobrze jest być wcześniej wstępnie zorientowanym w możliwościach i niebezpieczeństwach kryjących się za poszczególnymi drzwiami. Nieprzypadkowo obszar ten jest dość szczelnie zasłonięty dla "profanów" całym szeregiem "zasłon", a w całej swej 100-tysięcznej historii swego istnienia na Ziemi homo sapiens sapiens dopiero teraz dociera do tych obszarów (to "teraz" to ostatnie 3-4 tys. lat).

Nieprzypadkowo, bo choć za poszczególnymi drzwiami holu kryją się ciekawe i ofiarujące wielkie możliwości światy, to podróżowanie po nich może okazać się dość niebezpieczne.

   Każdy uczeń szkoły podstawowej wie, że białe światło słoneczne można rozłożyć na barwy. Każda z tych barw ma swą własną częstotliwość wibrowania energii elektromagnetycznej. Czyli że w widmie światła słonecznego barwy są ułożone hierarchicznie, od czerwonej barwy na dole, do fioletowej - na górze. Podobnie przestrzeń naszego życia podzielona jest na pasma/przedziały energetyczne różniące się od siebie częstotliwością energii. Pasma te ułożone są względem siebie w pewnym sensie hierarchicznie.

Na samym dole leży poziom energii grubo-mechanicznych obszernych ruchów. Np. obszerne ruchy kończyn, czy całego ciała w przestrzeni grawitacyjnej powodowane pracą mięśni i kości.

Wyższe częstotliwości energii wykazuje poziom chemii/ biochemii i fizjologii. W aspekcie wewnętrznym jest to praca naszych wewnętrznych narządów i systemów, poczucie cielesności, termiki, oddech.

Wyższym piętrem będą energie emocji. Nad tym piętrem leży poziom mentalny z energiami aktywności umysłu. Wszystkie powyższe energie występują samodzielnie w świecie zewnętrznym, są do wzięcia...

Jakkolwiek ludzkość w swym rozwoju doszła do rozpoznania poziomu mentalnego, i przestrzeń od grubej mechaniki, przez wymienione wyżej poziomy fizjologii/biochemii i emocji do mentalu,  jest przestrzenią naszym normalnych aktywności życiowych, to istnieją dalsze piętra do odkrycia i zagospodarowania/skolonizowania. Jednakże już poznane piętra dalekie są od zupełnego poznania i kryją wielką ilość nieznanych i użytecznych właściwości.

    Warto sobie uświadomić jedną ogólną cechę tak zarysowanej drabiny pięter różnych energii naszego życia.
 Każdy wyżej leżący, a więc subtelniejszy poziom rozporządza znacznie, ale naprawdę znacznie, większą ilością dostępnej energii od poziomu znajdującego się poniżej. Porównajmy dwa poziomy naszego ciała - biodra z nogami i barki z rękami. Ręce są znacznie bardziej sensytywne od nóg, które zdają się być znacznie silniejsze od rąk. Ale to właśnie ręce i dłonie zbudowały sprzęty, budynki, wszystko to co widzimy wokół siebie. Nogi mogły jedynie wspomagać pracę rąk (i wyższych pięter naszej istoty) przesuwając w przestrzeni nasze ciało. Każda forma pracy mechanicznej wyprodukowana przez człowieka jest bez porównania słabsza od energii wybuchu dynamitu, wynalezionego przez pana Nobla, ale już na poziomie biochemicznym.

   Zależność hierarchiczna sąsiadujących ze sobą poziomów energetycznych porównać można do relacji  matka - dziecko. Wyższy poziom rozporządza znacznie większą energią i wiedzą i sensytywnością (możliwością poznania) niż niższy i spełnia rolę ochronną.

   Jednakże pełne możliwości znanych nam poziomów są przed nami w dużym stopniu ukryte. Współczesna nauka rozpoznała dość małą część z nich i stara się poznawać dalsze. Jako ludzkość dostajemy się do nich wykorzystując współdziałanie wyspecjalizowanych grup ludzkich. Te możliwości rozwoju daje mam cywilizacja.

Zbliżenie się do podobnych możliwości energetycznych mogą nam dać osobiste "wizyty"  i nasza indywidualna penetracja poszczególnych subtelniejszych przestrzeni opisanej "drabiny" świata. I właśnie tu można dostrzec zasadnicze niebezpieczeństwo owych praktyk, którym można nadać wspólną, ogólną nazwę - medytacja.

Jak na razie ludzkość w swym rozwoju odkryła piętra/poziomy aż do mentalnego, włącznie. Odkryła na zasadzie bardzo wstępnego rozpoznania niektórych ich możliwości energetycznych. Zasadniczy potencjał energetyczny ciągle pozostaje ukryty dla cywilizacji, czyli dla przeciętnego człowieka (szczególnie tego z akademickich elit kultury zachodniej). Techniki medytacyjne umożliwiają dotarcie do tych nie poznanych jeszcze nowych źródeł energii. Jeśli jednak będziemy to robić samodzielnie bez należytego przygotowania i bez kontroli kogoś kompetentnego, to możemy okazać się w sytuacji małego dziecka, które znalazło pistolet naładowany ostrą amunicją.  Ten pistolet, to poziom chemii/fizjologii, na poziomie energii odpowiadających emocjom, może to być armata; a na piętrze energii odpowiadających energiom mentalnym - zabawa z bombą atomową.

Na szczęście, im wyżej tym trudniej i ciemniej. Ale ostatnio techniki medytacyjne stały się modne. Zachowujmy ostrożność i prowadźmy je pod należytą i rzetelną kontrolą. Poprzedzajmy je spokojnymi pracami z ciałem i oddechem (asany i pranajama) ....   Bo nawet pistolet w rękach dziecka, to nie zabawka, nie mówiąc o armacie... A nawet ostrym nożem należy się umieć posługiwać, bo można się łatwo skaleczyć...

Lublin  czerwiec 2005

Powrót   na początek


 

Wielopoziomowość struktury świata (a więc i człowieka).

   Można sobie przyjąć  (a wymyślono to już dość dawno i dość daleko, ale to nie jest ważne) następujący model: 
Poziom fizyczny, z mechaniką klasyczną,  fizycznością itd.
Poziom eteryczny, subtelnie fizyczny - poczucie temperatury, dotyku, smaku, orientacji w przestrzeni itd. 
Poziom emocjonalny/astralny - mniej więcej jest to jasne. 
Poziom mentalny - domena umysłu, wewnętrznego komputera, z jego lawinami myśli, planów, wspomnień i innych wyobrażeń. 
Poziom kauzalny,  kauza jest zdaje się, wyrazem łacińskim oznaczającym wydarzenie, czy też czasownik - wydarzać się. Warto wiedzieć, że poziom mentalny jest poniżej poziomu kauzalnego, a dopiero nad nim jest poziom budhialny, gdzie znajduje się nasz system wartości, korzeń naszego światopoglądu i jakość naszej konsekwencji we wdrażaniu tego w konkret.
A nad nim poziom atmaniczny - największa nasza tajemnica. 
    Jeżeli ustawimy sobie poziom atmaniczny na szczycie, a fizyczny na dole, to zdefiniujmy sobie, że poziom wyższy determinuje poziom niższy. Oznacza to, że nie rozwiązanie problemu na jakimś poziomie  spowoduje "zepchnięcie" tego problemu na poziom leżący bezpośrednio niżej. Przyjmie on tam jednak formę "grubszą" - jak spór dyplomatyczny między dwoma państwami przyjmie postać wojny pomiędzy dwoma armiami, na tym niższym poziomie. Niższy poziom nie może bezpośrednio wpływać na poziom wyższy (tak naprawdę wpływa, ale nie jest to takie proste). 
        Czyli, że w gruncie rzeczy na unoszące nas strumienie wydarzeń możemy skutecznie oddziaływać jedynie z poziomu budhialnego (religijnego - naszego systemu przekonań) - leżącego wyżej, a nie z mentalnego - leżącego niżej, jak nam się to wydaje. I te wydarzenia właśnie raczej przychodzą (spływają z poziomu budhialnego), niż są realizacją naszych planów (z poziomu mentalnego). Jeśli tego nie widzimy, i niewidziane przez nas pola wypełniamy swoimi akcjami (z poziomu mentalnego i niższych), dzieje się to z wielkim ryzykiem niezgodności tych działań z tym co de facto jest, ale tego nie widzimy. Jeśli będzie to trwało dłużej wyssie to z nas całą energię życiowa. 
    I nie wiadomo co jest gorsze, duża niezgodność i szybsze zorientowanie się w sytuacji, czy mała niezgodność i przeżycie życia w nieświadomości - jak ma to miejsce z większością ludzi.....

 

Powrót   na początek


 

Rozciąganie ciała a budowanie ego

Bardzo ważny jest następujący aspekt tego co robimy ćwicząc jogę. Otóż każda praktyka rozwoju wewnętrznego (w naszym przypadku jest to praktyka asan i pranajam) może powodować dwie rzeczy :
1 - Budować, pompować" ego" i gromadzić moc do zrobienia kroku, ale "w bok", a nie "do góry";
2 - Rozmontowywać nasze napuszone "ego" wraz z gromadzeniem energii do kroku "do góry".

Obie te akcje (tak różne) leżą niesłychanie blisko siebie, tak blisko, że większość ćwiczących (nawet tych spośród bardzo zaawansowanych w asanach i medytacji) nie dostrzega bliskości tej pierwszej. Mówiąc prawdę te dwa działania dzieją się jednocześnie, czy chcemy czy nie chcemy, kwestia tylko to panować nad ich wzajemnymi proporcjami. Nie mamy właściwie możliwości uciec od tej pierwszej akcji. Cała sprawa polega na dotarciu do bycia szczerym z sobą samym.

Ucząc, stojąc przed grupą i przekazując obiektywnie dobrą wiedzę, zawsze jesteśmy w sytuacji stymulowania pierwszej akcji. W praktyce własnej jest mniej okazji do pompowania ego. Ale musimy uczyć, dzielić się swą wiedzą, a także żeby się utrzymywać przy życiu. W nauczaniu, wszystko co robimy ucząc może stymulować wzrost "ego" (a w praktyce stymuluje). Bardzo rzadko jesteśmy na tyle uważni i szczerzy wobec siebie, żeby zobaczyć, że to co właśnie pokazuję grupie jest z jednej strony elementem procesu dydaktycznego, ale również wykazywania im swej wyższości. Te dwa działania będą zawsze, kwestia tylko panowania nad ich wzajemnymi proporcjami.

Wielkie niebezpieczeństwo niebotycznego zwiększania procentu akcji pompującej "ego" niosą ze sobą pokazy urządzane czasem przez nas - nauczycieli.   Podobnie sprawa się ma kiedy ćwiczy się na lekcji pewien zestaw asan (od łatwiejszych do bardziej zaawansowanych), ludzie pomału odpadają i na końcu zostaje jeden, najlepszy. Dobrze to działa na odpadających, ale ten "na topie" jest w bardzo trudnej sytuacji...
Naszym zadaniem nie jest rozciągnięcie ciała, lecz zbliżenie się do swych ostatecznych granic, np. granic w zakresie ruchomości cielesnej i "przytarcie rogów ego", wypracowanie stanu pokory w tych granicach. Rozciągnięcie się trochę więcej niż przedtem nie działa automatycznie jako krok do przodu w rozwoju wewnętrznym. Może to być bardzo łatwo krok w bok lub nawet do tyłu. Zależy co udało się nam "ustawić wewnątrz", kiedy się rozciągaliśmy - czy uczucie pokory wobec granicy naszych możliwości, czy też uczucie rozpierającej nas wyższości i samozadowolenia, że oto moja granica leży dużo wyżej niż granice innych ćwiczących.

Obserwuję już od blisko 20 lat ten światek jogi Iyengara i widzę, że niestety niezrozumienie wyżej zarysowanego zadania rozróżniania tych dwóch możliwości jest dość częste.

Nie dajmy się na to złapać. To nie działa jak automat: rozciągnięcie = postęp.
Trzeba być przy tym jeszcze uważnym i szczerym wobec siebie.

(około 1998)

Powrót   na początek


 

Puna - powrót z Instytutu do domu...

Kiedy będziecie wracać busem do Bombaju (na lotnisko) to przygotujcie się, że kierowcy busów są zupełnie rozpuszczeni przez Amerykanów i domagają się napiwków - zostawcie sobie jakieś grosze w banknotach, żeby się z nimi nie szarpać.

Również ważna, choć drobna, sprawa dotycząca lotniska w Bombaju. Wewnątrz na dole w pomieszczeniach "poodprawowych" jest restauracja i jakieś sklepy "wolnocłowe", również spożywcze, ale ceny są straszne - 10 x wyższe niż normalnie. Natomiast na górze, na 2 piętrze odkryłem (z pomoca Motkara Dattu) normalną restaurację (indyjską -ostrą) gdzie są normalne (b.niskie) ceny. Można się pytać o "cantine". Można tam kupić Colę, shaki (butelkowane), ciastka, wypić herbatę czy kawę - za grosze. Jeździ tam winda, do której wejście (i do klatki schodowej na górę) jest zaraz z prawej strony wejścia do sali odpraw.

Kiedy przyjedziecie na lotnisko w Bombaju, nie wchodźcie zbyt szybko do jego części wolnocłowej. Nadajcie od razu bagaż - każde towarzystwo lotnicze ma swoją "linię" do przeglądania i opieczętowywania bagażu podstawowego, które to urządzenia stoją na środku długiego halu głównego (w jego części normalnej, skąd można wyjść na zewnątrz i wrócić, kiedy się chce). Z opieczętowanym bagażem trzeba podejść do stanowiska odpowiedniego towarzystwa lotniczego i nadać bagaż, na podstawie biletu. Bagaż ten będzie do odebrania w Warszawie, więc dobrze jest powyciągać to co się może przydać w miejscu przesiadki. I potem człowiek jest wolny, aż do godziny odpraw naszego samolotu (zwykle ma się parę godzin do zagospodarowania). Wówczas to radzę wyjść na zewnątrz, pójść na górę do kantyny, znaleźć jakiegoś prawdziwego żebraka i wspomóc go ....

Powrót   na początek


 

Przestrzeń

Jedno z podstawowych działań odbywających się na skutek praktyki hatha jogi to odbudowa życia - budzenie "martwych" obszarów w naszym ciele (zarówno tym fizycznym, jak i psychicznym). Jedną z form "budzenia życia" jest tworzenie
(odtwarzanie) przestrzeni. Zamknięte, oklapnięte obszary ciała po "obudzeniu
w nich życia" rozszerzają się, a odległość pomiędzy ich elementami składowymi zwiększa się.
Typowym i jednym z najważniejszych tego przykładów jest kręgosłup. Na skutek
praktyki jogi budzi się i wzmacnia aktywny aparat trzymania kręgosłupa - mięśnie wzdłużkręgosłupowe. Ich aktywność zwiększa odległości między kręgami, odciążając krążki i korzenie nerwowe (nie mówiąc o aparacie biernie stabilizującym kręgosłup - systemie więzadeł). Daje to w efekcie wzrost długości kręgosłupa. Jednakże w porównaniu do wagi innych efektów (o których trochę wspomniałem), ten efekt jest doprawdy dalekoplanowy.

Powrót   na początek


       Histereza...

Opiszę pewien model człowieka, do którego często się odwołuję w rozmowach z bliższymi znajomymi, gdyż pozwala on w sposób szybki, skrótowy, a przy tym bardzo prawdziwie dosięgnąć istoty rzeczy. Nazywam go "histerezą", gdyż nawiązuje on do krzywej magnesowania stali. Niestety, jest on zrozumiały "z biegu" jedynie dla ludzi z wykształceniem technicznym.
     Model ten zajmuje się "charakterystyką przenoszenia" informacji (każdego typu, wszystkich bodźców) pomiędzy otoczeniem człowieka a jego wnętrzem. Układ współrzędnych takiego wykresu, to - na osi poziomej wartości sygnałów zewnętrznych, a na osi pionowej - odpowiedzi, tzn. te sygnały po przejściu przez aparat odbiorczy człowieka. Idealnym przypadkiem takiej "charakterystyki przenoszenia" jest linia prosta, nachylona pod katem 45 stopni. Odwzorowanie liniowe w stosunku 1:1.
     W praktyce jest jednak inaczej. Pierwszą rzeczą w rzeczywistej "charakterystyce przenoszenia" jest zjawisko nasycenia - od pewnej wartości amplitud sygnału (bodźca) zewnętrznego nie jest on już przenoszony, a charakterystyka przechodzi przez "kolano" w linię poziomą (zarówno w ćwiartce dodatniej, jak i ujemnej). Mamy więc swoiste "okno", przedział amplitud przez które "widzimy" świat, a wiec oglądamy swymi oczami nie cały świat, a jego część. Nie wdając się w szczegóły, ale jeszcze bardziej urealniając powstałą charakterystykę przejścia z dwoma kolanami, z liniami poziomymi od "-" nieskończoności do ujemnego kolana, i od dodatniego kolana do "+" nieskończoności, a więc urealniając ją, należy ja rozszczepić. Nie jest już ona linią prostą miedzy "kolanami" (przechodzącą przez zero), a krzywą histerezy, znaną z wykresu magnesowania stali. Według takiej rodziny charakterystyk przenoszenia (a nie jednej a wszystkich możliwych zawartych pomiędzy obrysem pola histerezy) działa człowiek. Jego działania nie są jednoznaczne, są różne dla zdawałoby się takich samych warunków zewnętrznych. W takich samych sytuacjach człowiek może zachować się uczciwie i szlachetnie lub jak ostatni cham bez godności i sumienia.

                 
    Każdy z nas ma swoja histerezę. Jej podstawowe parametry to wysokość i szerokość. Wysokość to "okno " na świat, które trzeba powiększać, żeby widzieć więcej prawdziwego świata. Szerokość, to niejednoznaczność naszego charakteru, należy ją zmniejszać, aż stanie się linią i będziemy jednoznaczni. "Działanie będzie widzeniem" jak mówił o takim przypadku Jiddu Krishnamurti (nie używał on jednak nigdy modelu histerezy). W zależności od potrzeb powinniśmy się też nauczyć manipulować kątem nachylenia krzywej między kolanami (póki co histerezy), aby uciekać od szumów własnych dla słabszych bodźców (zwiększać kąt) i liniowo reagować na duże amplitudy bodźców, zmniejszając kąt (trochę sztucznie poszerzając "okno").
     Szerokość okna jest stosunkowo łatwo dostrzec - badając jakichś ludzi czy też samego siebie. Gorzej jest z szerokością histerezy, czyli z samą histerezą. Działa tutaj specjalny mechanizm ukrywający fakt istnienia histerezy - maskujący jej krawędzie. Tak naprawdę tej histerezy nie ma, w danym momencie jesteśmy na konkretnej krzywej, ale "punkt pracy" ciągle przeskakuje na rożne krzywe z chwili na chwile. Zwykle nie są to duże skoki, ale czasem (i to wcale łatwo) dochodzi do przeskoków na przeciwna stronę histerezy. W każdym razie, chcemy czy nie, życie nasze zachodzi na wszystkich charakterystykach pomiędzy granicznymi krzywymi histerezy. Poddani presji zewnętrznej (normy moralne, opinia społeczna itp.) staramy się prowadzić życie (dać się pokazać) na górnych, bardziej pozytywnych krzywych przejścia. Nie ma to dużego znaczenia na dłuższa metę. Sens ma jedynie takie prowadzenie życia, żeby zmieniać/zmniejszać szerokość histerezy. Tak zmieniać strukturę siebie (działanie na bardzo głębokim poziomie i bardzo długofalowe), aby histereza zmniejszała się, stawała się coraz bardziej "chuda".    
       Pooglądaj sobie z perspektywy takiego modelu ludzi i siebie. Ponieważ "ego" maskuje histerezę i powoduje samooszukiwanie się (dlatego, że nieważne na której krzywej teraz jestem, a jaka jest teraz szerokość histerezy) i uniemożliwia powstanie motywacje do praktyki zmniejszającej te szerokość histerezy, często samo uzmysłowienie sobie, że właśnie "punkt pracy" ślizga się w poprzek (po szerokości) histerezy, i nazwanie tego - "histereza", powoduje transcendencję samej histerezy, co jest jej zmniejszaniem.
       Interesujące jest spojrzenie na nauczanie (np. jogi) przez okulary histerezy. Kiedyś nie dawał mi spokoju problem (zjawisko) niejednoznaczności, niespójności charakterów wielu spotykanych nauczycieli. Tym bardziej, że głodówki wypracowały u mnie zdolność widzenia całej histerezy, a więc i dolnej jej krawędzi, która jest skrzętnie maskowana przez "ego". Otóż, nauczyciele (jogi czy innych technik rozwoju duchowego), na skutek szeregu czynników np. faktu kierowania na zajęciach całymi grupami ludzi, mogą pompować, zwiększać swoje "ego", które wyciąga do góry górna krawędź histerezy, powiększając jej szerokość! Jest to niebezpieczne zjawisko, występujące masowo wśród wszelkiego typu nauczycieli, na wszystkich poziomach. Jest ono niebezpieczne przede wszystkim dla samego nauczyciela, bo uczniowie kontaktują się z nauczycielem na poziomie jego górnej histerezy (sprzedaje się on na zajęciach dla nich z tej swej lepszej strony i to jest dobrze, tak powinno być), i (doraźnie) jest to dla nich jeszcze lepiej. Doraźnie, bo z nauczycielem, któremu powiększa się szerokość histerezy, prędzej czy później coś się stanie złego, co uniemożliwi mu nauczanie.
         Histereza jest jak klatka ze szkła, w której zamknięto ptaka. Dawanie mu wolności poprzez poszerzanie klatki prowadzi do tego, że pewnego razu ptak, dostawszy odpowiedni rozpęd w tak uzyskanej sztucznej wolności, rozbije się o ścianę klatki, uzyskawszy dostateczną energie kinetyczna "swobodnego" lotu. Prawidłowym kierunkiem działania jest zmniejszanie rozmiarów klatki, aż do jej zaniku - histereza staje się linią.
      Powinniśmy się więc nauczyć dostrzegać swoja histerezę, aby później móc ja transcendować / zmniejszać jej szerokość. Na początku nie jest to proste, szczególnie w przypadku działania mechanizmu powiększającego szerokość histerezy np. uczenia kogoś czegoś. Liczy się odległość pomiędzy pragnieniem, a naturalnym (jakby bezwysiłkowym) spełnieniem tego pragnienia. Jest to szerokość naszej histerezy. Dobrym ćwiczeniem jest obserwacja innych ludzi, zobaczenie u nich ich histerezy.
      Poobserwuj ludzi pod tym kątem, a to co zobaczysz u nich to jest zwierciadło, czyli ty, twoja histereza...

 

Powrót   na początek


...

..... Przez wiele lat ortodoksja kazała mi albo robić głodówki i pogardzać ludźmi, którzy ich nie są w stanie robić i którzy nie zachowują optymalnej, zdrowej diety wegetariańskiej. Albo też (inna ortodoksja) - ćwiczyć asany o stałych porach, 2-3 godziny dziennie. Oczywiście codziennie. Scenariusza tego ortodoksje nie pozwalały zmieniać pod żadnym pozorem. Oczywiście dwie ortodoksje czasem się gryzły miedzy sobą, bo kiedy robiłem głodówki, to przy wychodzeniu z głodówki, po obudzeniu się z rana i po porannej toalecie najpierw musiałem jeść, a nie ćwiczyć, co wywoływało komplikacje, bo musiałem zaczekać 2-3 godziny z ćwiczeniami, bo po jedzeniu nie można ćwiczyć. Dopiero po jakimś czasie, jak namiętności jedzeniowe opadły, mogłem normalnie ćwiczyć.....
Dobrze jest przejść przez takie ortodoksje (mogą być bardzo różne), ale dobrze jest doczekać się aż odpłyną...

Powrót   na początek


Zaświadczenie lisa - bajka suficka

  Pewnego razu lis spotkał w lesie młodego królika. Nie widział on jeszcze w swym krótkim życiu lisa więc zapytał:   
-  Kto ty jesteś?
-  Jestem lisem i mógłbym cię zjeść, gdybym chciał.
-  Jak możesz udowodnić, że jesteś lisem?
Lis nie wiedział co ma odpowiedzieć, bo w przeszłości króliki zawsze uciekały od niego bez zadawania pytań.
-  Uwierzę ci, jeśli pokażesz mi dowód na piśmie, że jesteś lisem.
Lis pobiegł więc do lwa, który dał mu zaświadczenie, że jest lisem.

Gdy wrócił do czekającego nań królika, zaczął odczytywać dokument, który bardzo mu się spodobał. Czytając rozkoszował się coraz bardziej każdym jego paragrafem. Królik, który już z pierwszych linijek dokumentu pojął o co chodzi, uciekł, schował się do nory i nikt go więcej nie widział.

Lis wrócił do legowiska lwa, gdzie zobaczył, że rozmawia on z młodą sarną, która właśnie mówiła:
-  Chcę mieć pisemne zaświadczenie, że jesteś lwem.
Lew powiedział: 
 
-  Kiedy jestem syty, nie muszę sobie zawracać tym głowy. Kiedy jestem głodny, ty nie potrzebujesz niczego na piśmie, bo praktycznie już nie żyjesz...

Będąc syty zignorował sarnę, która odeszła oszołomiona.

Lis zapytał lwa: 
 
- Dlaczego nie kazałeś mi zrobić tak samo, gdy prosiłem cię o zaświadczenie dla królika?
-  Drogi przyjacielu, powinieneś był mi powiedzieć, że to dla królika. Byłem pewien, że potrzebujesz tego dla jakiegoś głupiego człowieka, od którego pewne idiotyczne zwierzęta nauczyły się tej rozrywki.

 

Powrót   na początek


  Tekst poniższy jest fragmentem zapisu serii prelekcji wygłoszonych przez wybitnych znawców tematu w latach 90-tych w Petersburgu. Bliższe dane miejsca i autorów podam później. Notatki te nie są autoryzowane, a zostały poddane opracowaniu (LM).
  Jeśli spojrzeć na świat od strony przepływów energii, to możemy stwierdzić że jesteśmy oddzieleni (być może na szczęście) od całego szeregu poziomów (źródeł) energetycznych świata. Ogranicza to możliwości zasilania w energię naszego życia. Wybiórczy dostęp do zakrytych przed nami warstw energetycznych umożliwiają nam metale i kryształy. Występują znaczne różnice "działania" pomiędzy metalami a kryształami, jak również pomiędzy poszczególnymi metalami i kryształami. Bada i gromadzi doświadczenia z tego zakresu nauka zwana alchemią. Rozważne i odpowiedzialne zagłębienie się w ten temat udostępni nam nowe źródła energii, których nie mamy za dużo w naszym życiu. Poniżej będą omawiane wybrane metale ....  (LM)

Złoto

Jest to metal potężny, lecz nie najaktywniejszy z metali. Astralne złoto jest bardzo twórcze, świąteczne i hojne. Dalej będzie ono opisane z  punktu widzenia jakich ludzi lubi ten metal.

Metal, w odróżnieniu od kryształu, nie ma osobowości, lecz ma charakter i jednych ludzi akceptuje, innych nie. Będziemy więc naświetlać nie tylko to, kto potrzebuje dany metal, ale również to jakiś ludzi dany metal lubi, wobec kogo jest życzliwy.

Jakich więc ludzi lubi złoto? Przede wszystkim ludzi o ukształtowanej świadomości, czyli ludzi, którzy dokonali już tego lub innego wyboru. Życie takich ludzi złoto może przemienić w święto lub w stały proces tworzenia. I podczas tego człowiek dokona wielu odkryć. Doświadczy miłości, hojności, radości dzielonej z innymi ludźmi. Wobec ludzi skąpych, sknerowatych (zdarzają się ludzie twórczy, lecz sknerzy) złoto ma stosunek negatywny. Po pierwsze, będzie im w czymś przeszkadzać. Po drugie - będzie próbowało im się wymknąć. Metal ma oczywiście ograniczone możliwości ucieczki - nie ma nóg, nie umie też pełzać. Jak więc może uciec?  To proste, może zostać zgubione, ukradzione. Może więc przyciągać kradzieże, to pewne. Jeśli człowiek jest bardzo skąpy i ma dużo złota (w banku, w kieszeniach - wszędzie), to złoto w końcu może go zniszczeć - jeśli je posiada, lecz nie jest hojny, nikomu nic nie daje, lecz jedynie posiada. Wówczas złoto może go zniszczyć, zwłaszcza gdy leży ono w domu. Lepiej jest trzymać je w banku.

Złoto również nie znosi nicponi, nierobów, którzy nic cięższego od szklanki w życiu nie podnieśli. Sknerzy, ludzie którzy nic nikomu nie dają, żyjący na koszt innych, mają z powodu złota liczne nieprzyjemności. Tak, metale w wielu aspektach nie mają przejawu, nie posiadają indywidualności, osobowości, które mają kamienie, ale mają one swój charakter i każdy metal przejawia to inaczej. Metale w określony sposób oddziałują na zwierzęta, rośliny i otaczającą je przyrodę (przecież metal oddziałuje właśnie na przyrodę, a nie tylko na człowieka), każdy metal po swojemu, a w określony sposób na ludzi. Wobec człowieka metal ten przejawia się następująco. Z określonym w sensie moralnym rodzajem ludzi postępuje w pewien sposób, z innym rodzajem - zupełnie inaczej. Każdy metal ma 2-3 poziomy przejawiania się.

Złoto przede wszystkim nie lubi ludzi z niczym nie związanych, którzy nie dokonali wyboru. Im będzie przeszkadzało coraz więcej i więcej, we wszystkim. A więc człowiek, który nosi złoto lub też je posiada, powinien być w wyraźnym związku z jakimś egregorem, czyli ma dokonać świadomego wyboru i powinien mieć wystarczająco rozwiniętą samoświadomość. Tyko takich ludzi złoto ukierunkuje, "skoncentruje" i da im ochronę, źródło mocy, doda sił, da zdrowie, wesprze na obranej drodze. Złoto jest najpotężniejszym metalem, przez nie przechodzi ogromna energia. Oprócz tego złoto jest najbardziej "pewnym" metalem w sensie astralnym. Nieprzypadkowo jest nazywane Królem metali.

Przedstawimy teraz inną stronę charakteru złota. Co będzie jeśli człowiek dokona niewłaściwego wyboru?.... Tak, złoto może lśnić w ręku czarnego maga (choć może to nas zdziwić), albowiem metale nie mają osobowości. A tutaj przejawi się zupełnie inny aspekt charakteru złota i kryjący się za tym aspektem inny program karmiczny - a więc złoto posiada nie tylko jeden program karmiczny, lecz kilka, jak każdy metal.

Cóż więc przede wszystkim złoto uczyni ze złoczyńcą, z czarnym magiem, z człowiekiem, który świadomie wybrał zło?  Będzie dla niego pracować. Tak! Ale jak to zrobi? Po pierwsze, będzie wyraźnie popychało człowieka dalej na drodze grzechu i występku, jeśli człowiek wybrał to linia swego życia. Złoto będzie go popychało zawężając drogę tego człowieka do twardej konieczności. Do jakiej konieczności? Do konieczności życia według praw wieków. Skoro obrał taka drogę, to złoto wepchnie go w takie ramy, że będzie musiał żyć według praw wieków, nie będzie miał innej możliwości. Na tej drodze złoto sprzyja zgromadzeniu ciemnej karmy, przyspieszy proces dojrzewania karmy w ogóle i naturalnie przyspieszy rozliczenie. Złoto w tym przypadku zawęża krąg przejawiania się złoczyńcy, oświetlając go dokładnie w tym kręgu. Jest to metal lśniący, aura lśniąca. Złoto „oświetla” człowieka, by jego istota była widoczna innym - zobaczcie jaki on jest. Według czynów jego od razu poznacie kim jest.

Złoto daje człowiekowi siłę i zdrowie, tężyznę fizyczną, zwłaszcza złoto czyste. Lecz ludziom "ciemnym", przestępcom, rozmaitym sługom Drudźa, dzieciom Angro-Mainju, różnym wstrętnym kołdunom, czcicielom szatana - złoto też da zdrowie. Jednakże do czasu, po to, by ci ludzie mogli się w pełni przejawić. Złoto prowokuje tych ludzi do ujawnienia się, aby wielu ludzi zobaczyło co sobą reprezentują poprzez ich czyny.

Oczywiście, ludzie którzy obrali inna drogę, wybrali Boga , a nie diabla - złoto przynosi nie tylko zdrowie, nie tylko siłę, lecz daje przede wszystkim przejrzystą świadomość, odczucie światła i mocy we wszystkich zjawiskach i rzeczach. Złoto sprzyja astralnemu widzeniu przejawów Ducha w przyrodzie. Zrozumiałe jest, ze widzenie astralne może być różne. Wszechświat jest wielowymiarowy i wieloraki. Również w astralu możemy widzieć więcej szczegółów lub jeszcze coś, ale też do astralu docierają emanacje planów duchowych.

            Można powiedzieć, że złoto nie jest metalem zbyt trudnym. Można samodzielnie nauczyć się z nim pracować. Zasadnicze momenty pracy ze złotem mogą być przerobione dzięki samodzielnej pracy, doświadczalnie, bez żadnego prowadzenia. Przynajmniej na początku. I jeśli tylko człowiek obrał jakąś Drogę, jakąś religię, otrzymał dzięki temu odpowiednią inicjację i zaczął doświadczać duchową przemianę, zaczął duchową transformację, samopoznawanie, człowiek zaczął rozumieć swe miejsce w ogólnym procesie, w ogólnym nurcie - i cóż się wówczas dzieje? Czego potrzeba człowiekowi? Natychmiast postrzega on potrzebę posiadania złota, chociażby kawałeczka, niewielką płytkę. Ponieważ pozwoli mu ono dalej pracować w obranym kierunku, ustabilizować się.

         Według wskazań asrologicznych niektórzy mogą nosić złoto stale, inni tylko okresowo, a niektórym w ogóle nie można go nosić, ale czasem powinni z nim popracować, wejść w jednorazowy kontakt. Jakikolwiek jest nasz znak zodiaku, podwójny Lew, czy potrójny Baran w swym przejawie planetarnym i znaku, to jest to za mało, by nosić złoto stale. Czegóż więc trzeba? Jakiej jakości leżącej poza Zodiakiem wymaga się od człowieka, by mógł nosić złoto przez cały czas? Tą jakością jest altruizm. Człowiek powinien być altruistą. Tylko altruiści mogą nosić stale złoto, wbrew wszystkim wskazaniom astrologicznym.  Jeśli więc stale nosi się złoto, trzeba stale obdarzać czymś otoczenie. Swoim talentem i wielkością, owocami swojej pracy lub uwagą i troską. I jeśli tego nie będzie, nie będzie również  pełnowartościowego naszego współdziałania ze złotem. Im więcej daje się otoczeniu, tym więcej złoto będzie dawało nam - wszystkiego czego potrzeba - środków materialnych, objawień itd.

       Dla pracy duchowej i uzdrawiania trzeba posiadać bardzo czyste złoto, nie stop z obrączek ślubnych  - próba powyżej 750.

Cdn.....

Powrót   na początek


  Platyna

       Jest jednym z ośmiu metali znanym starożytnym. Jest to najbardziej mistyczny metal. Związany z tajemnicą, z poznaniem głębi Nieba. Stąd sama platyna lubi  ludzi tajemniczych, usposobionych mistycznie, uduchowionych i oczywista idących w życiu doczesnym drogą religijną bądź drogą okultyzmu.

       Platyna może dać ludziom pełną przemianę duchową przez miłość. Oczywiście nosić ją powinni ludzie "natchnieni z góry", czyli mistycy, ludzie mający otwarte oczy duchowe.

       Według swej siły oddziaływania platyna ustępuje złotu, ale za to jej działanie jest szlachetniejsze. Dlatego też ten metal nie ma praktycznie przejawów negatywnych. Jest to metal prawie idealny. Mało tego, platyna jest jednym z niewielu metali, które nie niosą żadnego zła. Jest to metal tak samo odnoszący się do sprawiedliwego jak i  do złoczyńcy. Nie znaczy to, że nie karze złoczyńców, ale traktuje wszystkich jednakowo.

       Są jednak w charakterze tego metalu pewne zasady; jest ich trzy. Złoczyńca po prostu nie otrzyma duchowych darów. Tak samo zresztą nie otrzyma ich zwykły, przeciętny człowiek.  Ten przeciętny, niezbyt szeroko duchowo otwarty człowiek niewiele dostanie od platyny, może jedynie zostać zabezpieczony przed chorobami psychicznymi. Ale znowu - jeśli  się będzie odpowiednio prowadził.

       Jednakże tych, którzy nie są w stanie udźwignąć duchowych darów platyna także obogaca na swój sposób. Zawsze sprzyja przebudzeniu człowieka, wyprowadza go ze śpiączki, i jeśli ten człowiek z punktu widzenia platyny zostanie oceniony jako normalny (a poznamy potem jej kryteria oceny), wyprowadza go ze śpiączki powoli i bezboleśnie; pozbawia złudzeń, nie raniąc go przy tym. Jest to bardzo przyjemne i szlachetne - odbieranie iluzji bez zadawania ran. Dzieje się tak dlatego, że platyna jest metalem prawdy niebieskiej.

       Jedyne czego platyna nie lubi, to zaburzanie równowagi. Absolutnie nie znosi ludzi ostrych, bezczelnych, o wygórowanych ambicjach; po prostu się od nich odwraca. Może nawet ukarać. Jednakże będzie ona karać jedynie tych, którzy w nachalny sposób naruszają prywatność innych. Nawet w przypadku wygórowanych ambicji i bezczelności w ich przejawianiu, jeśli jednak innym to niespecjalnie przeszkadza, do ukarania nie dojdzie. Lecz gdy naruszana jest prywatność, to i owszem. Platyna karze jedynie tych, których ambicje przeszkadzają żyć innym. I jest to jedyny minus platyny - nie oszczędza tych, którzy w sposób celowy, zamierzenie, nieprzypadkowo szkodzą innym. Taka właśnie osoba nie będzie stopniowo i ostrożnie "pozbawiana złudzeń", lecz uczynione to zostanie na raz, twardo i bezpośrednio.  Pewne wschodnie przysłowie mówi: "Lepiej 40 razy po trochu, niż to samo na raz...".  A platyna to wszystko wykona za jednym zamachem, od razu pozbawi takiego człowieka złudzeń. W jednej chwili pozostawi go bez iluzji zupełnie, ukazawszy mu wszystko na tym świecie jakim ono jest. I jeśli taka osoba nie ma żadnego połączenia z Niebem, to będzie to gorsze niż śmierć. I jeśli, nie daj Boże, w tym człowieku nie ma w ogóle nic dobrego, nie ma dla niego nic świętego (bo przecież nawet ostatni szubrawiec czasem ma na dnie duszy coś świętego), to zginie on pozbawiony złudzeń, ponieważ nie będzie chciało mu się żyć bez tych iluzji.

       Tak że platynę można nosić daleko nie wszystkim... Stale mogą nosić platynę tylko kontemplatorzy, ludzie dojrzali duchowo, mistycy wiodący dojrzały żywot, wyrozumiali wobec błędów innych, nie ingerujący w ich prywatność. Wszyscy inni powinni zakładać pierścionki platynowe jedynie na czas medytacji i modlitwy. Skutek będzie i tak piorunujący, ponieważ platyna jest praktycznie jedynym metalem, który ułatwia wyprowadzenie naszego Ducha z takich sfer, w których zwykł on przebywać. Platyna otwiera wrota do innego stanu  i człowieka o czystym sercu pierwotnie oświeconego może wprowadzić w stan mistycznej ekstazy podczas modlitwy i medytacji. Przy czym nie będzie to fałszywa ekstaza, nie pseudo-otwarcie, pseudo-objawienie, w wyniku którego człowiek może postradać zmysły. Nie, będzie to prawdziwa religijna, mistyczna ekstaza, w wyniku której jego wiara się umocni bez pomieszania zmysłów. Autorowi znane są przykłady dziesiątków ludzi, którzy doświadczali objawień, super-objawień, nawiedzania przez Anioły itp., a wszystko to kończyło się w szpitalu psychiatrycznym. Platyna właśnie chroni przed chorobą psychiczną takich właśnie niedouczonych mistyków, lecz ratuje tylko tych, którzy nie pchają nosa w cudze sprawy: przecież jeśli idziesz tam do góry, to wcale nie musisz dokonywać ekspansji tutaj na Ziemi.

Wskazania astrologiczne. Bardzo dobrze platynę odbierają ludzie z kosmogramem woda-powietrze,  sama woda, powietrze-woda i w ogóle z przewagą wody. Woda-powietrze z dodatkiem ognia -też może być. Ale układ woda-ogień-powietrze jest gorszy, przeszkadza nadmiar ognia.

Według statusu i aspektów wyróżnione powinny być następujące planety: Neptun, Księżyc, Wenus lub pary Neptun - Księżyc, Neptun - Wenus. Wszystko to, zwłaszcza w przypadku mocno zaznaczonych  Strzelca i Wodnika, lecz te znaki muszą łączyć się z kosmogramem wodno-powietrznym lub wodno-powietrzno-ziemskim albo powietrzno-wodno-ziemskim, czyli praktycznie bez żywiołu ognia.

Pytanie z sali: A jeśli jest tam Słońce?

Odp: Właśnie, samo Słońce i już. Lub Słońce i Merkury.   Czyli, żeby nie było pięciu planet w Strzelcu. Czy jest to zrozumiałe? Lepiej jest aby taki ognisty Strzelec nie nosił platyny. Natomiast wodny - może.  

Pracować z platyną mogą wszyscy, oprócz rewolucjonistów, terrorystów i wszystkich tych, którzy chcą siłą zmieniać ludzi i porządek świata.

Natomiast stale nosić platynę nie zaleca się ludziom ze stałym kosmogramem. Byłoby to dla nich bardzo trudne, szczególnie dla przypadku: ogień-ziemia, ziemia-woda, zwłaszcza jeśli według aspektów i statusów wyróżniony jest  Mars, Pluton i Jowisz (lub pary Mars - Pluton,  Mars - Jowisz). Osoby z mocnym wpływem Jowisza są oczywiście bardzo różne.  Można nosić platynę, jeśli najmocniej aspektowane planety to Jowisz, Neptun, Księżyc.             .

Ludzie z kosmogramem ogień-powietrze oraz ogień-woda mogą nosić platynę okresowo, nie na stałe, ponieważ ich stany medytacyjne, szczególnie w przypadku ogień-woda, trwają długo, czasem ponad dobę; te osoby mają bardzo głębokie doświadczenia mistyczne.

 Wyroby i różne magiczne przedmioty rytualne z platyny wykonuje się w 27 dniu Księżyca. A odlewa się, wyrabia się, ofiarowuje się, kupuje się itd., włącza się je w cykle w 12 dniu Księżyca. Oczyszcza się w 20 dniu Księżyca, natomiast daje się odpocząć 5 doby Księżyca. (chociaż platyna nie potrzebuje wypoczynku - trzeba być wyjątkowym szubrawcem, żeby ją pobrudzić). Jednakże, leczenie platyną chorób psychicznych, zdejmowanie psychoz  jej łaską, może ją strasznie pobrudzić.

Czyszczenie platyny.

 Najprostszym sposobem jest wystawienie jej na światło słoneczne, pozostawienie tak na 2-4 godziny, a potem opłukanie w naczyniu ze świętą lub święconą wodą. Tego wystarczy. Drugim sposobem jest zwykłe oczyszczenie ogniem: 54 kręgi nad ogniem z mantrą np.: "Avarta vareszti". Żeby platyna wypoczęła dobrze jest kłaść ją do oliwy (ma z nią jakieś powiązania), na dobę.

 

Powrót   na początek

_________________________________________________________________________________________________

 

Chodzi mi po głowie tekst pod roboczym tytułem "Słoń a rozwój wewnętrzny".

Ćwiczenie jogi (czy innych technik rozwoju wewnęrznego) bez odpowiednio jakościowego podejścia, prowadzi do utworzenia istoty, którą roboczo nazwałem Słoniem. Niestety dotyczy to sporego procentu "rzetelnie ćwiczących". Istota taka jest jak słon żyjący w mieście. Nie musi się wkurzyć na człowieka, żeby był niebezpieczny dla najbliżej stojących ludzi. Potrafi przez nieuwagę zadeptać nawet swoje młode, o bardziej obojętnych znajomych nie wspomonając...
Procent ludzi "rzetelnie ćwiczących" do całości populacji jest bardzo mały, a dynamika procesów związanych z Praktyką, również jest bardzo mała (żeby nastąpła zmiana potrzeba co najmniej kilkunastu lat sporego, regularnego i rzetelnego wysiłku). Dlatego dopiero teraz przedostaje się coś z tego przez moje kanały percepcji i przejaśnia mi się przed oczami. Po 25 latach trwania w tym... A jest to raczej empiryczne wyznaczanie "krzywej przebiegu funcji" niż posługiwanie się teoretycznymi narzędziami analizy matematycznej.
Empirycznie, to znaczy przez "doznanie nadepnięcia" i to nie na mały palec u nogi.
Słoń w sypialnianym kojcu stajni potrafi przycisnąć do ściany całym swym ciężarem odwiedzającego go człowieka. Całkiem przypadkiem, przez nieuwagę. Zdarza się, choć na szczęście rzadko - na śmieć. Widywałem to na własne oczy ...

Wstąpienie na tę drogę jest bardzo realną możliwościa, a zawrócenie z niej jest bardzo trudne - prawdopodobnie w tym celu używane są niezrozumiale nieludzkie doświadczenia kauzalne. Znacznie lepiej jest na tę drogę nie zapuszczać się, niż potem w wielkich cierpieniach się z niej wycofywać....

Zawsze dziwiłem się, dlaczego Los wyznacza mi tak "minimalistyczną" drogę uczenia jogi. W Warunkach amerykańskich 300 osób nie utrzyma studia jogi! ( powiedziano na tym amerykańskim filmie o problemach jogi....) No cóż, to jest ta druga strona Drogi. Jak się nią człowiek rozpędzi, to może zostać Słoniem. Niewielu się rozpędza (bezwładność czasowa i małe procenty) i trudno jest wychwycić ten proces. Wydaje mi się, że ja idę drugą skrajnością. Niekoniecznie musi to być Droga dla każdego Praktykującego (np. utrzymuję swój mały ale miły Ośrodek do ćwiczeń z 30-40 ćwiczących, ale też mam małe wymagania od Życia). Ale pozwala to wyznaczyć (aproksymować) granicę, za którą będzie Słoń. Leży gdzieś pomiędzy mną a paroma konkretnymi znajomymi...
No, rozpędziłem się...

2008



 

Najwięcej dały mi w ostatnich latach następujące książki:

Ken Wilber "Eksplozja swiadomości" (Wyd. Abraxas), niestety nakład jest wyczerpany a wydawnictwo "padło",

ten sam autor "Krótka historia wszystkiego" (wyd. Jacek Santorski),

Awiessałom Podwodnyj "Ciała subtelne" i "Znaki zodiaku" wyd. Studio Astropsychologii.

Омраам  "Йога питания " wyd. PROSVETA S.A.

Osho "Odwaga - radość niebezpiecznego życia"wyd. Ravi 2005

Dopiero te książki pomogły mi utworzyć bazę tego co robię. Polecam te książki. Polecam też jakieś małe siedzonko u buddystów.

 

Zestawienie książek, które znacząco wpłynęły na powstanie Praktyki Uważnego Jedzenia

  • "(Esseńska) Ewangelia Pokoju Jezusa Chrystusa" - tłumaczenie angielskie dr E.B.Szekely. Oryginalny tekst w języku aramejskim znajduje się w Bibliotece Watykańskiej - "Biblioteca Apostolica Vaticana", a tekst w języku staro-cerkiewno-słowiańskim w Królewskiej Bibliotece Habsburgów, nr 156 P;
  • Danił Andrejew - "Roza Mira", Izdatelstwo "Prometej", Moskwa 1991;
  • Awiessałom Podwodnyj - "Ciała subtelne", Studio Astropsychologii 1996;
  • Awiessałom Podwodnyj - "Znaki zodiaku", Studio Astropsychologii 1967;
  • "Klasyczna joga indyjska - Jogasutry i Jogabhaszja" - przekład z sanskrytu, przypisy, wstęp i posłowie - Leon Cyboran, PWN 1986;
  • B.K.S.Iyengar - "Joga" ("Light on Yoga"), PWN, Warszawa 1990;
  • B.K.S.Iyengar - "Pranajama - sztuka Oddychania", wyd. Virya;
  • Swami Rama - "Sztuka oddychania - prostyprzewodnik", wyd. Limbus 2000;
  • Omraam Mikhael Aivanhov - "Joga pitańja" (Le yoga de la nutrition), Izdatelstwo "Prosveta" Dzieła Zebrane Nr 204 (wersja w j.rosyjskim), Paryż 1993;
  • Omraam Mikhael Aivanhov, "Zołotyje prawiła jeżedniewnoj żizni" , Izdatelstwo "Prosveta' Dzieła Zebrane Nr 202 (wersja w j.rosyjskim), Paryż 2003;
  • Omraam Mikhael Aivanhov - "Garmońja i zdorovje" ("Harminic et Sante"), Izdatelstwo "Prosveta" Dzieła Zebrane Nr 202 (wersja w j.rosyjskim);
  • Joachim M. Werdin - "Styl życia Bez Jedzenia" - , Rosperos 2001
  • Bo Yin Ra (Josef Anton Schnaiderfranken) "Dzieła zebrane";
  • Ashin Ottama - "Karma, přerozovaní, samsára", Dharma Gaja, Praha 1999;
  • Ken Wilber - "Krótka historia wszystkiego" ("A brief story of evrything"), Wyd. Jacek Santorski & Co, Warszawa 1998;
  • Ken Wilber - "Jeden Smak" ("One Taste"), Wyd. Jacek Santorski & Co, Warszawa 2002;
  • Ken Wilber - "Psychologia integralna", Wyd. Jacek Santorski & Co, Warszawa 2003;
  • G.P.Małachow - "Oczyszczanie organizmu" ("Ocziszczanije organizmu i prawilnoje pitanije", Wyd. "ABA", Warszawa;
  • MUDr. Vilma Partykova - "Hladovění pro zdraví", Nakladatelsví START, Benešov 1999;
  • MUDr. Vilma Partykova "Urynoterapie a nemoci" Impuls, Praha 2002;
  • Dr med.Ulf Bohening - "Kuracje odtruwające i oczyszczające", Wyd. Interspar, Warszawa;
  • G.A.Wojtowicz - "Ulecz samego siebie" wyd. Verbum 1992;
  • Tomasz Nocuń - "Dieta wegetariańska prosta i zdrowa", wyd. Vegan, Lublin 2004;
  • Josef A. Zentrich - "Terra terapie Aqua", Nakladatelství Eminent, Praha 2002;
  • Miroslav Hansman, Vlastimil Żert - "Pi-voda a jine lecive vody", Fortuna 2004;
  • Thorwald Dethlefsen - "Przeznaczenie twoją szansą", Diogenes, Warszawa 1997
  • Siergiej Nikolajewich Lazarev, "Diagnostika karmy", cz.1,2,4,6 Sankt-Petersburg 1992-1999.
  • Osho, "Równowaga ciała i umysłu", wydaw. Ravi 2005
  • Ranjit Sen Gupta, "Joga oddechu, Pranajama", wydaw. Ravi 2004
  • Eckhart Tolle, "Potęga teraźniejszości", wydaw. A, Kraków 2003

Powrót   na początek